15 maja 2013 roku, decyzją NSA, po blisko 25-letnich staraniach i walkach w sądach, bezprawnie zrabowany w 1945 roku Dwór na Woli Zręczyckiej pod Krakowem, został przekazany z powrotem rodzinie-spadkobiercom jego budowniczych i dawnych właścicieli.
Tego dnia postanowiliśmy porzucić całe swoje dotychczasowe życie i poświęcić się przywróceniu i zachowaniu pamięci o tym niezwykłym miejscu. Dwór i należace do niego obiekty przez dziesiątki lat rządów PRL zostały doszczętnie rozrabowane oraz zniszczone przebudową i rozbiórką. Pragniemy dokonać rewitalizacji tego miejsca i uczynić go lokalnym centrum kulturotwórczym i turystycznym, poprzez stworzenie na terenie obiektu Muzeum oraz obiektu hotelowego.
Jest to opowieść o czasach dawnych i tych współczesnych, o naszych zmaganiach z materią, zarówno zabytkową, jak i tą żywą, o stosunkach z urzędami i sąsiadami. Jest to blog o życiu, do którego serdecznie Was zapraszamy.

piątek, 16 maja 2014

Wtargnięcie do Dworu.

1.05.2014

W niedzielę, przy okazji spotkania z sąsiadami, wybraliśmy się na wieczorny spacer do miejsca zwanego Rasiki. Na Rasikach Antoni Feill i jego żona Stefania wybudowali sobie tuż przed wojną dom w stylu tyrolskim. Niestety, długo się nim nie nacieszyli. Po wybuchu wojny Antoni trafił do obozu jenieckiego, a dom na Rasikach (zwany przez miejscowych również dworem) służył za szpital polowy dla partyzantów. Został on spalony przez Niemców razem z pacjentami. Po domu na Rasikach nie pozostał ponoć kamień na kamieniu. Trudno mi uwierzyć w to, by rzeczywiście tak było. Zawsze pozostaje coś, co może świadczyć o miejscu osiedlenia. Od spalenia domu minęło około 70 lat. Cóż to jest w porównaniu ze znajdowanymi przez archeologów śladami osadnictwa sprzed tysięcy lat?



Miejsce po dawnym siedlisku kompletnie zdziczało.


Sąsiedzi zaprowadzili nas na łąkę w środku lasu, na której można było zauważyć stare owocowe drzewa. Niewątpliwie miejsce to było użytkowane przez ludzi. Rzut oka wystarczył mi, by stwierdzić, że ja bym tutaj nie postawiła domu. W naszym klimacie stok północny, zimny, wilgotny, zacieniony lepiej nadaje się na pastwisko dla zwierząt, niż na osiedlenie się. Późniejsza rozmowa z Mamuśką utwierdziła nas w tym przekonaniu. Drzewa owocowe były sadzone ręką Antoniego, a na łące pasły się jego krowy. Poznaliśmy zatem miejsce zwane Rasiki, lecz nadal zagadką jest dla nas umiejscowienie domu Antoniego. Musimy poszukać go na szczycie zbocza, lub na jego południowym stoku.

Dziś odwiedził nas człowiek. Generalnie ludzi kręci się tu sporo, szczególnie w dni wolne od pracy. Przyjeżdżają, zaglądają, podziwiają, wyrażają zaniepokojenie, wreszcie cieszą się, że obiekt wkrótce będzie funkcjonował. Człowiek, który nas dziś odwiedził, organizuje lokalną imprezę Limanowa Cup. Z tego, co się zorientowałam, jest to weekendowy bieg na orientację, który gromadzi kilkuset uczestników. Szybciutko zleciłam przez telefon siostrze poszperanie w Internecie i poszukanie informacji dotyczących poprzednich edycji tej imprezy. W ocenie mojej siostry jest to fajne przedsięwzięcie, które gromadzi wielu sponsorów. Mimo, że nie mamy jeszcze żadnej infrastruktury i dysponujemy jedynie terenem oraz domkiem-służbówką zdecydowaliśmy, że możemy  sobie pozwolić na tego typu współpracę. Podaliśmy człowiekowi nasze numery telefonów i jeśli zgłosi się do nas, myślę, że zgodzimy się na przyjęcie kilkuset osób na naszym terenie. Ta liczba nieco mnie przeraża, ale skoro w Zapuście na niewielkim podwórku zmieściło się 60 osób, czemu na hektar nie wejdzie 400? Postanowiłam przygotować na ten dzień ulotki informujące o historii Dworu oraz o jego mieszkańcach. Na końcu znajdzie się informacja, jak obiekt będzie funkcjonował w przyszłości oraz zaproszenie do ponownych odwiedzin. W sumie to takie ulotki przydałyby się na stałe, nie ma bowiem dnia, by ktoś nie przyjechał, nie zatrzymał się i nie zapuścił żurawia na teren Dworu.

Całkiem niedawno zdarzyła się pewna historia, o czym z oburzeniem opowiadają nam nasi sąsiedzi z obu stron. Ktoś dostał się na teren Dworu pokonując ogrodzenie oraz lekceważąc ostrzeżenia o opiece firmy ochroniarskiej, o alarmie i monitoringu obiektu. Para owa została nakryta przez sąsiadów na zaglądaniu w okna. Wybuchła z tego powodu niezła awantura. Ja rozumiem zainteresowanie obiektem, ale na boga, jeśli teren jest zamknięty i ogrodzony, nikt nie ma prawa tam wchodzić. Dwór jest widoczny bardzo dobrze z drogi i to z obu stron, a wnętrze nie powinno nikogo interesować. Po pierwsze, jest tam pusto, a po drugie stanowi przestrzeń prywatną nie objętą ochroną konserwatorską. Dwór będzie udostępniony do zwiedzania kiedy przeniesiemy tam nasze zbiory muzealne. Prosimy o cierpliwość i zrozumienie. Być może owi ludzie nie mieli złych zamiarów i powodowała nimi jedynie ciekawość, niemniej jednak zawsze liczymy się z faktem, iż na świecie nie brakuje wandali i złodziei. Każde naruszenie prywatności i wtargnięcie bez zgody na teren Dworu będzie traktowane, jak włamanie i zgłaszane organom ścigania.

8 komentarzy:

  1. 31.04.2014, och Riannon , mi z kalendarza, uciekł ten dzień
    (żarty :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ja mam kłopot z wszelkimi cyframi, datami, etc :-) Tak to jest, jak po fakcie usiłuję przypasować daty do tego, kiedy co pisałam :-) Jak wrócę do domu, to sobie z kalendarzem skoryguję, bo mi rzeczywiście jakiś tajemniczy dzień wskoczył :-)

      Usuń
  2. Cóż, byłam zimą i żurawia zapuszczałam, a jakże. Ale uprzedziłam Was, ze będą, fotki zza płotu strzeliłam i tyle. do głowy by mi nie przyszło, aby wchodzić na czyjś teren. Ale niestety takich nie brakuje. Dobrze, że sąsiedzi są czujni, pilnują Dworu jak własnego mienia. To dobrze!
    Świetny pomysł z ta imprezą, będzie okazja do reklamy, tego nigdy zbyt wiele. Szkoda, że nie można podać konkretnych dat. Właśnie tych dat Wam życzę, tych konkretów.
    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Właśnie tego do szczęścia nam brakuje, zakończenia sprawy sprzedaży domu i stabilizacji która umożliwi nam zaplanowanie czynności w czasie.

      Usuń

Dziękuję za każdy miły komentarz :-)