15 maja 2013 roku, decyzją NSA, po blisko 25-letnich staraniach i walkach w sądach, bezprawnie zrabowany w 1945 roku Dwór na Woli Zręczyckiej pod Krakowem, został przekazany z powrotem rodzinie-spadkobiercom jego budowniczych i dawnych właścicieli.
Tego dnia postanowiliśmy porzucić całe swoje dotychczasowe życie i poświęcić się przywróceniu i zachowaniu pamięci o tym niezwykłym miejscu. Dwór i należace do niego obiekty przez dziesiątki lat rządów PRL zostały doszczętnie rozrabowane oraz zniszczone przebudową i rozbiórką. Pragniemy dokonać rewitalizacji tego miejsca i uczynić go lokalnym centrum kulturotwórczym i turystycznym, poprzez stworzenie na terenie obiektu Muzeum oraz obiektu hotelowego.
Jest to opowieść o czasach dawnych i tych współczesnych, o naszych zmaganiach z materią, zarówno zabytkową, jak i tą żywą, o stosunkach z urzędami i sąsiadami. Jest to blog o życiu, do którego serdecznie Was zapraszamy.

poniedziałek, 12 maja 2014

Nawiązujemy stosunki.


29.04.2014

Jedną z najprzyjemniejszych chwil, które są naszym udziałem w tych spartańskich warunkach jest poranna kawa, którą podaję do łóżka. Budzimy się już coraz później. Wstaję, schodzę na dół, gdzie oczekują na mnie już stęsknione psiaki. Otwieram im drzwi na podwórko, załączam czajnik elektryczny, sypię do kubeczków kawę. Następnie z cieplutkim parującym moim narkotykiem zagrzebuję się na powrót w puchową kołdrę. Sypialnia jeszcze przez pół dnia pachnie kawą.

Winna jestem moim czytelnikom kilku informacji dotyczących samej wioski Wola Zręczycka, czy też Wólka Zręczycka, jak to jest zanotowane w rejestrze urzędowym TERYT. Wólka nie jest wioską, ale przysiółkiem Zręczyc. Wszystkie znajdujące się tam domy mają adres na Zręczyce. Panuje totalny chaos w numeracji. Numery setne są obok dziesiętnych. Listonosz zapewne się już przyzwyczaił, tym bardziej, że domów na Wólce jest kilkanaście. Pośród mieszkańców wioski przynajmniej 1/3 to osiedleńcy z miast. Mamy osiedleńców z Krakowa i z Warszawy, a wkrótce osiądziemy tam my- neowieśniacy z Wrocławia.

W niedzielę zostaliśmy zaproszeni do najbliższych sąsiadów- osiedleńców z Krakowa- na małe pogaduchy. Mamy ogromne szczęście, że niedaleko nas mieszkają ludzie w naszym wieku, z którymi mamy wspólne tematy. Rodzi to nadzieję na przyszłą współpracę, wzajemną pomoc, czasem na miłe spędzenie czasu. Zostaliśmy obdarowani przez sąsiadów dwoma gęsimi jajami. Ucieszyłam się, jak dziecko z cukierka. Nigdy wcześniej nie kosztowałam gęsich jaj. Zrobiłam z nich jajecznicę, choć szkoda było mi rozbijać skorupek. Gęsie jaja kojarzyłam do tej pory z wydmuszkami, z których zdolnie kobiety robiły wielkanocne pisanki. Jajecznica była bardzo smaczna, choć prawdopodobnie, gdybym nie wiedziała, że jest zrobiona z gęsich jaj, nie uchwyciłabym różnicy. Teraz czekam na okazję, aby odwdzięczyć się sąsiadom za ten miły gest i zaprosić ich na tuskulańskie wino.

Czas, który spędzimy teraz na Woli zamierzam wykorzystać na prace ogrodowe. Niestety, dotkliwie odczuwamy brak narzędzi. Udało mi się nabyć sekator, choć początkowo były z tym spore kłopoty. W sklepach, do których trafiałam, akurat oczekiwano na przyjęcie towaru. Zaczął się sezon ogrodniczy, większość narzędzi zostało wykupionych. W poniedziałek natrafiliśmy w Gdowie na dwa bardzo dobrze zaopatrzone sklepy ogrodnicze. Wybór sekatorów i innych narzędzi był spory. Chwilowo, kiedy jeszcze nie możemy sobie pozwolić na większe inwestycje, nabyłam tańszy sekator, jednak mając w posiadaniu tak wielki ogród, który wymaga niebywałej pracy, zamierzamy w przyszłości zainwestować w bardzo solidne, markowe narzędzia.


Uff... pierwszy dzień pracy.

Jako pierwszy pod nóż poszedł berberys okalający klomb. Był on sadzony kilkadziesiąt lat temu. Wymaga solidnego przecięcia, oczyszczenia z suchych i starych pędów. Długo się zastanawiałam nad formą klombu i zastanawiam się nadal. Jedno wiem na pewno, że nie może tam być berberysu. Klomb nie może dominować nad bryłą Dworu, a do tej pory tak było. Berberys zasłaniał i dusił rośliny wewnątrz klombu. Z resztą i tam wszystko zdziczało i zarosło trawą i pokrzywami. Klomb zostanie całkowicie przebudowany tak, by nie stanowił konkurencji dla Dworu. Niestety, nie nastąpi to tak szybko, jakbyśmy chcieli, ponieważ musimy zwrócić się do Konserwatora Zabytków o pozwolenie na usunięcie schorowanej jodły, która nie dosyć, że ma suchy czubek, to rośnie tak blisko budynku, że zasłania go oraz stanowi zagrożenie. Po poprzednikach odziedziczyliśmy jeszcze kilka innych chorych, pousychanych drzew, które będziemy musieli zgłosić Konserwatorowi do usunięcia.



Berberys przycinam sekatorem do 1/3 wysokości, Krzyś wykopuje go i sadzi w innym miejscu. Żywopłot z berberysu będzie oddzielał część rekreacyjną od ogrodowej, gdzie rosnąć będą maliny i jeżyny. Ich owoce wykorzystamy do produkcji pysznego wina i soków. Dla nas i dla naszych gości będą rarytasem i witaminową bombą, szczególnie podczas długich, zimowych wieczorów. 

8 komentarzy:

  1. Widzę, że mam trochę lektury do nadrobienia :)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak dużo jeszcze nie ma, w każdym razie serdecznie zapraszam :-)

      Usuń
  2. Trochę mnie przestrasza ogrom pracy przed Wami. Ale to też radość tworzenia. Wyjąwszy złośliwe piece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piec, to pikuś. Najciekawiej zapowiada się szambo :-)

      Usuń
  3. Ojeju, ależ tam huk roboty macie!!! Oby dało się coś z tym ogrzewaniem zrobić!
    A jak kicia się zaaklimatyzowała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huk będzie większy, niż się na pierwszy rzut oka wydaje, ale pożyjemy, zobaczymy...
      Kicia pozostała w dworskiej kuchni, nie zdecydowaliśmy się jej wypuścić na podwórko. Za to miała rekompensatę w postaci szynki w miseczce. Wróciła okrąglutka, jak balonik :-)

      Usuń
  4. Wy mocni ludzie jesteście! Dacie radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już w to weszliśmy, to musimy dać sobie radę, teraz po prostu nie mamy wyjścia :-)

      Usuń

Dziękuję za każdy miły komentarz :-)