15 maja 2013 roku, decyzją NSA, po blisko 25-letnich staraniach i walkach w sądach, bezprawnie zrabowany w 1945 roku Dwór na Woli Zręczyckiej pod Krakowem, został przekazany z powrotem rodzinie-spadkobiercom jego budowniczych i dawnych właścicieli.
Tego dnia postanowiliśmy porzucić całe swoje dotychczasowe życie i poświęcić się przywróceniu i zachowaniu pamięci o tym niezwykłym miejscu. Dwór i należace do niego obiekty przez dziesiątki lat rządów PRL zostały doszczętnie rozrabowane oraz zniszczone przebudową i rozbiórką. Pragniemy dokonać rewitalizacji tego miejsca i uczynić go lokalnym centrum kulturotwórczym i turystycznym, poprzez stworzenie na terenie obiektu Muzeum oraz obiektu hotelowego.
Jest to opowieść o czasach dawnych i tych współczesnych, o naszych zmaganiach z materią, zarówno zabytkową, jak i tą żywą, o stosunkach z urzędami i sąsiadami. Jest to blog o życiu, do którego serdecznie Was zapraszamy.

sobota, 9 sierpnia 2014

Jaki los czeka naszego kota?

Podczas podróży na Wolę towarzyszyła nam mała troska. Chodziło o kotka. Zeszłym razem baliśmy się wypuścić ją luzem na nieznanym jej terenie. Nasza Tissaya była do tej pory kotem pół dzikim. Wiele lat spędziła z nami, czy też bardziej obok nas, wychodząc nocą, a podczas dnia jedząc i śpiąc w pomieszczeniu gospodarczym. Taki tryb życia narzuciliśmy kici po tragicznej śmierci jej brata, który w wieku pół roku zginął w paszczy jednej z moich nieżyjących już goldenek. Postanowiliśmy chronić pozostałą nam jedyną kotkę nie dopuszczając do jej kontaktów z psami. Lata mijały, nasze suczki, które polowały na koty, umarły ze starości.  W pomieszczeniu gospodarczym, gdzie w ciągu dnia mieszkała kicia, urządziliśmy izbę Muzeum. Kotek zaczął spotykać się w ciągu dnia z psiakami, ale trzymał się od nich na dystans. Owszem, nasze psy gonią kota, ale tylko wtedy, gdy ucieka. Z każdym miesiącem zwierzęta oswajały się ze sobą, a Tissaya ćwiczyła odwagę i charakter starając się nie uciekać z podwórka za każdym razem, kiedy zobaczyła psa. Nadal jednak nie wiedzieliśmy, jak bardzo związana jest z nami, a jak mocno ze swoim terytorium, dlatego kiedy pierwszy raz, rok temu, wyjechaliśmy na kilka dni na Wolę, zostawiliśmy ją w domu oczywiście umożliwiając jej dostęp do jedzenia i picia. Do tamtej chwili kotka traktowała nas jak powietrze, no może jako dostawców pełnej miski i nie zdradzała żadnego przywiązania. Kiedy zniknęliśmy jej na 10 dni musiała przeżyć tak wielki szok, że od naszego powrotu nie spuszcza nas z oczu. Zaczęła się do nas łasić, wchodzić na kolana i domagać pieszczot. Przestała bać się psów, a kiedy ona nie ucieka, psy ją ignorują. Postanowiliśmy zabierać zatem kotka ze sobą. 


Podczas poprzedniego pobytu we Dworze nie wypuszczaliśmy jej z kuchni. Miała tam dużo przestrzeni i dobre jedzenie, ale baliśmy się, że nam gdzieś zaginie, lub coś się jej stanie. Ten pobyt jednak postanowiłam wykorzystać, by oswoiła się z otoczeniem.
Po spędzeniu nocy w znajomej sobie kuchni, kicia wyszła na podwórko. Początkowo z obawą błądziliśmy za nią wzrokiem, gdzie pójdzie, czy wróci, czy nie oddali się za bardzo. Kicia cały dzień wykorzystała na obejście wszystkich granic i trzeba jej przyznać, że w mig pojęła zasięg terenu. Całą resztę pobytu spędziła przy nas przed domem, wylegując się na klombie lub towarzysząc nam przy jedzeniu. Wykazywała szczególną bezczelność wchodząc na stół, lecz rozumiała, kiedy sobie tego nie życzymy. Odetchnęłam z ulgą kiedy dotarło do mnie, że przeprowadzka nie zrobi na kici zbyt dużego wrażenia. Nie znam się za bardzo na kotach i ich psychice, ale teraz uważam, że to mit, iż koty przywiązują się do terenu, nie do człowieka. Na Woli będzie jej tak samo dobrze, jak w Zapuście.



Następnego dnia po przyjeździe zrobiliśmy obchód całej reszty dworskich włości, czyli urządziliśmy sobie spacerek po sadzie i łące. Bardzo lubimy wszystkie zwierzęta, ale ogrom prac renowacyjnych jakie nas czekają i organizacja obiektu na potrzeby turystyczne, uniemożliwiają nam opiekę nad zwierzętami gospodarskimi. Z terenu, który przynajmniej na razie nie wykorzystujemy, korzystają zwierzęta sąsiadów. Z przyjemnością rzuciliśmy na nie okiem.






Gęsi są niezwykle pocieszne. Gdyby nie gryzące nas komary i gzy, nie oderwałabym oczu od ich komicznych ruchów. Każdego ranka przy śniadaniu słyszeliśmy ich gęganie, a gdzieś z oddali roznosiło się gdakanie kur. W Zapuście już tego nie usłyszymy. Prawdziwe odgłosy wsi są często wypierane przez puszczaną na pełny regulator muzykę disco-polo. Niestety, w piątek i my staliśmy się mimowolnymi słuchaczami tego typu rytmów zaserwowanych przez jakiegoś sąsiada ze wschodniej strony. Trochę obawialiśmy się, że każdy dzień każdego weekendu będzie nas żegnał znienawidzonymi rytmami (mam silną alergię na disco-polo, już wolę ludowe z dwojga złego), ale okazało się, że był to jedynie incydent. Nie wiem, skąd nagle wzięło się u mnie umiłowanie sielskiej wsi z jej zapachami obornika, widokiem oraz odgłosami zwierząt gospodarskich. Uczciwie jednak muszę powiedzieć, że wygodnie jest mieć tego typu atrakcje za płotem, nie mając obowiązku opieki nad inwentarzem.


W końcu przyszła jednak taka chwila, kiedy trzeba było skupić się na swojej robocie i ogarnąć przestrzeń dookoła dworu. Przede wszystkim zrobiliśmy obchód w celu sprawdzenia, czy sadzone przez nas maliny i winogrona oraz przesadzany berberys się przyjęły. Najpierw jednak trzeba było uwolnić je z chwastów. Serce zabiło nam żywiej, a buzie same się uśmiechnęły. Trzy winogrona (z czterech) wypuściły pędy, a maliny przyjęły się wszystkie. Berberys przyjął się w stu procentach. Będzie z niego piękny żywopłot i to już niebawem. Już na wiosnę, jak podejrzewam, będzie można zdjąć okropną, starą, szpecącą otoczenie siatkę.











Plewienie klombu, koszenie dalszej części posesji, przycinanie wybujałych iglaków oraz porządkowanie terenu z suchych gałęzi, jakie pospadały podczas wiosenno-letnich nawałnic, zajęło nam cały pobyt. Z każdym nowo oczyszczonym kawałkiem coraz bardziej rozjaśniało mi się w głowie. Rozplanowaliśmy teren, wyznaczyliśmy miejsce na ogródek warzywny oraz przyszły plac zabaw dla dzieci. Nie ukrywam, że myślę również o placu zabaw dla psów naszych gości. Kynologia jest naszą pasją, czemu mamy tego nie wykorzystać?

Chcielibyśmy stworzyć przestrzeń, w której każdemu będzie wygodnie i miło spędzić czas.

10 komentarzy:

  1. Nie moge sie napatrzec na te gesi i koniki.
    A co do kici.
    Mamy juz pewne doswiadczenia, i tez juz wiemy, ze z tym brakiem przywizania kota do czleka, to kompletny bzdet.
    Pieknie Wam to wszystko rosnie:)
    No i wzruszam sie , gdy czytam o Waszych planach. Na pewno uda sie zrealizowac Wasze marzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, oby tak się stało :-)

      Usuń
  2. Jak to mawiają "Syberia każdego zmienia". Kotka dokonała wyboru, ale to Wy będziecie ponosić jego skutki: nie liczcie na to, że uda się ją Wam ponownie odsunąć gdzieś do pomieszczenia gospodarczego... Raczej, zainwestowałbym na Waszym miejscu w większe łóżko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy twardzi :-) Kotka będzie mieszkać w ciepłej kotłowni, żadnego wchodzenia do domu, a nasze łóżko jest zarówno dla psów, a tym bardziej dla kota tabu. Raz ją z litości wpuściliśmy, to się nam do łóżka zeszczała!

      Usuń
  3. W sprawie kotkow: z mojego doswiadczenia wiem ze koty sa niezmiernie uczuciowe, tesknia, cierpia, obrazaja sie. Unikanie wlasciciela to totalna zmylka i typowy koci foch. Nasza kotka miala 7 mies jak przynieslismy ja ze schroniska. Byla przerazona, od razu po przeprowadzce do nas rochorowala sie ze stresu. Jak miala 4 lata zaadoptowalismy psa, szczeniaka rasy kundel ;). Nie odzywala sie do nas przez rok! Dzieki temu ze byla sporo starsza, psa sobie wychowala. I tak tez relacje miedzy zwierzakami sa nastepujace, ona (malutka koteczka) jak ma ochote to bawi sie psem (kundlem o wielkosci czarnego laba). Zabawy te wygladaja nastepujaco: albo rozlozy sie brzuchem do gory w poprzek przedpokoju - pies nie moze przejsc i placze, albo polozy sie obok niego gryzacego kosc i gdy ten ta kosc z wrazenia upusci, ona kladzie lape na kosci - pies placze, i jej ulubione - polowanie na wlochaty ogon psa gdy ten spi. Nie musze dodawac ze konczy sie ta zabawa placzem i wrzaskiem wyrwanego ze snu psa. Gdy pies placze, generalnie wola nas na pomoc a kotka ma setny ubaw. Moze powinniscie zapoznawac nowe szczeniaki z kotka? Przypuszczam ze ona da sobie rade, a one naucza sie szacunku do kota. Dodam ze nasz pies nie jest przez kotke "maltretowany" ;). Napewno dostal od niej pazurem jak byl maly i od tej pory pamieta i uznaje hierarchie w domu, a moglby ja zjesc na sniadanie. Wrzask podnosi pro forma bo na dzielnicy to jest pies alfa. Jesli chodzi o uczuciowosc, obydwoje sa bardzo zaborczy. Moim zdaniem nie ma roznicy miedzy psami a kotami w okazywaniu uczuc. Koty moze czasami wydaja sie bardziej wycofane, obojetne ale to tylko zaslona dymna. Pozwolcie kotce na wiecej, okazcie jej wiecej zainteresowania, a niedlugo wprowadzi sie Wam do sypialni, najlepiej na poduszke kolo Waszych glow. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza kicia nie ma problemu z psami. Nie obraża się na nas, tylko bezczelnie próbuje wyegzekwować coraz to większe przywileje. Nie mamy zamiaru pozwolić jej na więcej, ponieważ wejdzie nam na głowę (i podrapie), naszcza do łóżka (jak to zrobiła kilka lat temu i od tego czasu ma zakaz wchodzenia do domu), etc. I tak pozwalamy jej na wiele- wchodzi bezczelnie na stół, kiedy jemy posiłki na podwórku.
      Jesteśmy do niej bardzo przywiązani, dbamy o nią, nie odtrącamy, kiedy ma ochotę na pieszczoty, ale nie akceptujemy do końca nieprzewidywalnego charakteru kota. Nie jesteśmy zdecydowanie "kociarzami". Lubię porządek i życzę sobie, żeby zwierzęta to respektowały. Psy potrafię nauczyć w sposb przyjemny akceptowalnych dla mnie zachowań, kota nie umiem, a nie chcę stosować przemocy w postaci ścierki.
      Zapewnię mojej kici godziwe i bezpieczne warunki do końca jej życia, ale świadomie na posiadanie następnego kota się nie zdecyduję. koty to nie moja bajka.

      Usuń
  4. Ja też miałam obawy o moje koty przed przeprowadzką. Bo one to juz w ogóle niewychodzące mieszczuchy były. A pkazało się, że dla nich nieistotne jest to gdzie, ale z kim. Bo kot przywiązuje się do człowieka, a nie do terenu. Z przyjemnością patrzę jak wszystko wokół Dworu pięknieje. Myślę, że dzięki Wam będzie tam klimat i atmosfera:-))) Uściski łączę!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, to dziwne, bo mi wcale nie zależało na tym, żeby kicia się do nas przywiązywała. Nie okazuje żadnych szablonowych, właściwych kotom reakcji. Nie obraża się na nas, a jak jej zniknęliśmy, to wręcz nas pokochała, kiedy wróciliśmy. Od tej pory mamy przerąbane, bo próbuje wyegzekwować coraz więcej przywilejów.
      Koty mają przewrotny charakter. Może kiedy staramy się o ich względy, to nas ignorują, karają, a kiedy mamy je w nosie, okazują bezgraniczne zaufanie i uczucie? Dla mnie koty to tajemnica.

      Usuń
  5. Koty to również nie moja bajka, jak to ujęłaś. Nie przeszkadzają mi u kogoś, ale sama nigdy bym się na to zwierzę nie zdecydowała. Pies jest psem, od razu widać reakcje, a kot - nigdy nie wiadomo. Kociarze pewnie zaprzeczą, bo znają swe zwierzaki. Ja też mogłabym godzinami prawic o króliczku, a ktoś by tego nie zrozumiał. Pamiętam, dawno temu u mojej koleżanki był kot. Zaprosiła nas, w kuchni stały półmiski z kanapkami i ciastkami. A kocica łaziła po tym wszystkim - fe. Fruwające kudełki mojego pieska mi nie przeszkadzają, ale kocie stąpanie po moim posiłku - bardzo.

    Pięknie wszystko rośnie, pięknie, ale widzę jaka ilość pracy przed Wami. Jednak przy Waszym zapale i pracowitości raz dwa wszystko okiełznacie. Pomysł na plac zabaw dla piesków to ciekawy pomysł. Może i Wasze pieski, nowe pieski tam zagoszczą?

    Trzymam kciuki za wszelkie działania i pomysły. Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sama deklaracja, czy ktoś woli psy, czy koty, wiele mówi o charakterze człowieka. Oczywiącie, bez wartościowania. Zwolennicy psów to osoby, które lubią mieć wszystko pod kontrolą, jak choćby to, by nikt nie deptał im po jedzeniu i sikał do łóżka. Nad kotem zapanować do końca się nie da. Akceptują to ludzie, którzy pogodzili się z faktem, że świat jest nieprzewidywalny. Nie wiem, komu lepiej się ze swoją filozofia żyje, ale zgadzam się z tym. Jestem osobą, która musi mieć kontolę na wszystkim wokół siebie, dlatego osobowość psa jest mi bliższa.

      Dzięki, jak wiesz, nie jest łatwo, ale kto powiedział, że życie ma być różami usłane :-)

      Usuń

Dziękuję za każdy miły komentarz :-)