15 maja 2013 roku, decyzją NSA, po blisko 25-letnich staraniach i walkach w sądach, bezprawnie zrabowany w 1945 roku Dwór na Woli Zręczyckiej pod Krakowem, został przekazany z powrotem rodzinie-spadkobiercom jego budowniczych i dawnych właścicieli.
Tego dnia postanowiliśmy porzucić całe swoje dotychczasowe życie i poświęcić się przywróceniu i zachowaniu pamięci o tym niezwykłym miejscu. Dwór i należace do niego obiekty przez dziesiątki lat rządów PRL zostały doszczętnie rozrabowane oraz zniszczone przebudową i rozbiórką. Pragniemy dokonać rewitalizacji tego miejsca i uczynić go lokalnym centrum kulturotwórczym i turystycznym, poprzez stworzenie na terenie obiektu Muzeum oraz obiektu hotelowego.
Jest to opowieść o czasach dawnych i tych współczesnych, o naszych zmaganiach z materią, zarówno zabytkową, jak i tą żywą, o stosunkach z urzędami i sąsiadami. Jest to blog o życiu, do którego serdecznie Was zapraszamy.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Jak Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Krakowie chroni zabytki?

Z przykrością muszę stwierdzić, że Urząd Ochrony Zabytków, w tym przypadku małopolski, jest ostatnią instytucją, która dba o zabytki. Dziś odebraliśmy telefon, dzięki któremu Chłop skutecznie zmienił zdanie o miłych urzędnikach. Ja nie miałam żadnych złudzeń, jak wynika to z wcześniejszych dwóch wpisów, ale Chłop tak bardzo chciał załatwiać na nowym terenie wszystkie sprawy po dobroci,  uprzejmie, bez uprzedzeń, z pozytywnym nastawieniem…
I przekonał się, że się nie da.

Pamiętacie z ostatniego wpisu, że po rozmowie z panem urzędnikiem od zieleni w małopolskim UOZ-ie, umówiliśmy się na przeprowadzenie postępowania administracyjnego w sprawie usunięcia dwóch drzew.
Oto nasze uzasadnienie poparte stosownymi fotografiami:

„Pierwsze drzewo- jodła (obwód 145 cm) jest obecnie od czubka do połowy swojej wysokości suche. Rośnie 7 metrów od zabytkowego dworu. Suchy czubek góruje nad dachem drewnianego budynku. Będąc usytuowanym w najwyższym punkcie okolicy, stanowi obiekt, który przyciąga pioruny. Suche, rosochate gałęzie w przypadku zapłonu od pioruna, natychmiast przeniosą ogień na drewniany budynek. Obecność suchego drzewa w takim miejscu nie tylko psuje harmonię otoczenia, ale stwarza realne zagrożenie pożarem, a co za tym idzie, bezpowrotną utratę zabytkowego dworu.
Drugie drzewo-modrzew (obwód 113 cm), usytuowane na obrzeżach działki wpisanej do rejestru zabytku, w jej południowej części, jest suche na całej swojej długości. Rosnąc pośród innych drzew, również stwarza zagrożenie pożarowe. Jego kondycja pozwala domniemywać, iż w każdej chwili samo się wywróci stanowiąc śmiertelne niebezpieczeństwo dla osób, które przypadkiem mogą znaleźć się w jego pobliżu.”

Na koniec wniosku napisaliśmy:

„Ze względu na dużą odległość zamieszkania wnioskodawcy od obiektu, proszę o wcześniejszy kontakt telefoniczny lub e-mailowy celem ustalenia możliwego terminu oględzin.”

Ustawa o ochronie zabytków nakazuje właścicielowi dołożenie wszelkich starań, by zabytek zabezpieczyć i otoczyć opieką. Nie powiem, bardzo się tym przejęliśmy. Ta sama ustawa nakazuje WKZ- owi nadzór nad wszelkimi pracami. Zdaje się, że inaczej niż urzędnicy rozumiemy znaczenie tego słowa. Bardzo nam zależy na naszym zabytku i na tym, by nikomu nie stała się krzywda z powodu zagrożenia, jakie stwarzają suche drzewa. A co na ten temat miała do powiedzenia urzędniczka?

Zadzwoniła do nas w tej sprawie kobieta. Odebrałam telefon i ze zdumieniem wysłuchałam pretensji.

-Gdzie państwo mieszkają?
-Obecnie na Dolnym Śląsku- odparłam.

Miałam wprawdzie nie rozmawiać więcej z urzędnikami, Chłopa miałam pod ręką, ale postanowiłam cierpliwie poczekać i sprawdzić, ile urzędniczego absurdu jestem w stanie wytrzymać.
Najpierw wysłuchałam, co było do przewidzenia, informacji, że nie da się tego zrobić.

-Ależ oczywiście, że się da- odparłam.
-Czy pani sobie zdaje sobie sprawę, ile ja będę musiała wykonać pracy, aby to przeprowadzić?
-Ale chyba nie mamy innego wyjścia, nie możemy wyciąć suchych drzew bez waszego pozwolenia- cierpliwie tłumaczyłam.
-Ale przecież to będzie bardzo długo trwało.
-Trudno, nie mamy innego wyjścia, tak nie może przecież być, drzewa stwarzają zagrożenie.
-A co wam przeszkadzają dwa suche cienkie drzewa? Wy pewnie po prostu chcecie pozyskać sobie drewno na opał.

Tutaj nie zdzierżyłam, cienkie drzewa? Drzewa o obwodzie 145 i 113 cm to są cienkie drzewa? Mamy ogrzewanie gazowe, nie mamy kominka, żaden opał nie jest nam potrzebny. Nie wiem, czy zasłużyliśmy sobie na wyraźną sugestię, że jesteśmy złodziejami. Poczułam, że dłużej takiej bezczelności nie wytrzymam i że zaraz zacznę się wydzierać.

-Wie pani co, ja pani dam męża, on pani może to lepiej wytłumaczy.

Chłop wysłuchał cierpliwie identycznych argumentów, jaki to dla niej kłopot, ile to będzie trwało i ile ją to będzie kosztowało roboty. Z każdym następnym zdaniem Chłop coraz bardziej podnosił głos. 15 minut trwało wytłumaczenie pani urzędniczce jej obowiązków, Chłop cytował ustawę o ochronie zabytków i Konstytucję. Przez ostanie 5 minut darł się tak bardzo, że byłam pewna, iż sprawa zakończy się w sądzie administracyjnym. Pani urzędniczka miała do nas pretensję, że nie przyszliśmy do niej w lipcu podczas naszej wizyty w WKZ-cie. Rozmawialiśmy o tej sprawie z innym urzędnikiem, skąd niby mamy wiedzieć, iż ta pani była ważniejsza lub przynajmniej, że jej się tak wydaje? Pan urzędnik z kolei, jak zobaczył suche drzewa na fotografii, był oburzony, czemu tak późno z tym przychodzimy. Przecież drzewa stanowią zagrożenie nie od dziś. Dopiero niedawno Chłop nabył współwłasność nieruchomości i wcześniej nie mógł tej sprawy załatwić. Tymczasem od pani urzędnik Chłop przez telefon usłyszał, że jest niepoważny, że składa wniosek, a nie mieszka jeszcze w obiekcie. Przecież po to napisaliśmy ostatni akapit, aby umówić się na oględziny z urzędnikiem.

Ta rozmowa zawierała kilka pikantnych szczegółów, których teraz nie ujawnię. Pani urzędniczka przekroczyła wszelkie granice przyzwoitości i dobrego smaku i gdybym tylko miała możliwość nagrania tej rozmowy, moglibyśmy podać ją do sądu o pomówienie. Przebiła zarówno opisywaną przeze mnie panienkę z agencji jak i naszą Rozczochraną z Urzędu Gminy w Olszynie.

Na koniec udało się Chłopu znaleźć jakieś porozumienie z panią urzędniczką. Mam nadzieję, że zmusił ją do pracy. Nie wiemy jeszcze, jaki będzie skutek owej pracy.  Pikantne szczegóły będę zdradzać w miarę postępu sprawy. I oczywiście, będę publicznie zdawać relacje z postępu prac.

Chciałabym ten wpis zadedykować wszystkim tym, którzy na portalach społecznościowych wytykają właścicielom zabytków ich zaniedbania i zaniechanie opieki nad obiektami, które są tak naprawdę dziedzictwem całego społeczeństwa. W jaki sposób mamy otaczać opieką nasze zabytki, skoro najważniejszy urząd, zobowiązany do ich ochrony, nie pozwala nam na to? Tylko dlatego, że pani urzędniczce nie chce się wysłać kilku papierków, obiekt może być skazany na zniszczenie, a ludzie tam przebywający są narażeni na utratę zdrowia lub życia. Nie mówiąc już o tym, że pani ze zwykłej zemsty, czy nieżyczliwości może odmówić nam zgody.

W normalnym kraju właściciele zabytków są dumni ze swoich obiektów. Państwo ułatwia im życie, pozwala na wiele ulg i przywilejów. W Polsce posiadanie obiektu zabytkowego to przekleństwo. Koszmar, jaki fundują nam urzędnicy, niszczy wszelką pasję i radość z posiadania zabytku.

Trudno mi pogodzić się z faktem, że dokładamy tyle starań, by jak najlepiej otoczyć opieką obiekt, a jesteśmy traktowani, jak złodzieje.


11 komentarzy:

  1. Czyli, wychodzi na to, ze mogliscie, od razu, najlepiej ciemna noca , upilowac te cienkie drzewka sic! I udawac, ze ich w ogole nie bylo.
    Kochana mam pod reka pysznego gewurztraminera (swietne alzackie wino), polac?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani urzędniczce po głowie, szanowna Katarzyno? A nie, szkoda wina, a nawet butelki.:-)
      Riannon, Chłopie, nie dajcie się.

      Usuń
    2. Taa... niby mogliśmy, za dużo jednak kosztuje w Polsce wycięcie drzewa bez pozwolenia. Za to by nas z pewnością zamknęli, a pani urzędniczka jest bezkarna ze swoimi tekstami.
      Niestety, nie mogę nawet się napić, gdyż z powodu boreliozy jestem na ciężkiej antybiotykoterapii :-(

      Agniecha, oczywiście, że się nie damy. Pociesza nas fakt, że jeszcze do tej pory żaden urzędas z nami nie wygrał.

      Usuń
    3. Riannon, wiem, wiem, mielismy podobny problem z drzewem w Z. A raczej nie my, tylko sasiedzi. Poniewaz drzewo, zdrowe, ale wybujale za bardzo wlazilo na kable elektryczne, wiszace, miejskie, to je w koncu, to drzewo znaczy, podcieto. Rosnie sobie dalej. Moze kogos prund strzeli ,za czas jakis, to wytna.
      Bosz, piep...a borelioza, wiesz, ze moja corka zlapala dwa lata temu zarazonego kleszcza? W posladek jej sie wzarl. Terapie antybiotykowa miala wdrozona od razu plus, lek ziolowy, o ktory toczy sie batalia we Francji: Tic-tox.

      Usuń
    4. Miałam rumień, czyli pierwszą fazę zakażenia, więc liczę na to, że antybiotykoterapia zadziała, mam 80% szans na wyleczenie. Poczytam sobie o tym tic-tox, jak znajdę coś po angielski, bo farancuskiego ni w ząb nie kumam.

      Usuń
  2. Tak trzymać! Nie dajcie się małopolskim urzędasom. Wierzę, że będziecie tymi pierwszymi, którzy zwyciężą ten niesławny urząd!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, jak to zabrzmiało. Nie orientujemy się czy krakowski UOZ ma złą sławę. Poradziliśmy sobie z dolnośląskim WKZ-tem przeciągając go przez sąd administracyjny, to nie mam wątpliwości, że poradzimy sobie i z krakowskim, jak zajdzie taka potrzeba.

      Usuń
  3. Oj tam, ze zaraz jak zlodzieje.
    Nie chcialo sie po prostu glupiemu krówsku ruszyc dupy i cos zrobic, ot co, t i wymyslala sobie najprzerozniejsze wymowki. Na takich skutkuje tylko postraszenie.

    Moze jednak nastepnym razem warto ponagrywac takie rozmowy i jak straszenie sądem administracyjnym nic nie daje to nagrac i puscic do mediow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rozumiem wymówki, ale na boga, nie pomówienia! Nie mogłam napisać wszystkiego, co usłyszeliśmy na nasz temat, bo nie mając nagranych dowodów, mogłoby się to obrócić przeciwko nam. Nigdy nie nagrywaliśmy rozmów, muszę się zorientować, jak się to robi i chyba rzeczywiście będę zasilać youtuba rozmowami z urzędnikami, bo co rusz, to trafiamy na lepsze sceny.

      Usuń
  4. I dlaczego mnie to nie dziwi? Dlaczego takie postępowanie i zachowanie musi być normą? Czemu nie jest to wyjątkiem tylko ogólnie przyjętym stanem? Szkoda gadać!!!! Oby starczyło Wam sił i energii, a przede wszystkim byście nie musieli marnować jej na użeranie się z nierobami, tylko spożytkowali dla odrodzenia tego pięknego obiektu. Rozumiem, że owa paniusia ponosi koszty Waszej podróży na Wolę? ha ha ha
    Pozdrówka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owa paniusia nie tylko nie ponosi kosztów naszych podróży, ale i orzekła, że będzie musiała do nas przyjechać, cyt: "byle czym". Poziom abstrakcji urzędniczej jest dla mnie niepojęty. Ja oczekuję rozpatrzenia naszego wniosku, a nie lansu na wsi urzędniczych samochodów.

      Usuń

Dziękuję za każdy miły komentarz :-)