15 maja 2013 roku, decyzją NSA, po blisko 25-letnich staraniach i walkach w sądach, bezprawnie zrabowany w 1945 roku Dwór na Woli Zręczyckiej pod Krakowem, został przekazany z powrotem rodzinie-spadkobiercom jego budowniczych i dawnych właścicieli.
Tego dnia postanowiliśmy porzucić całe swoje dotychczasowe życie i poświęcić się przywróceniu i zachowaniu pamięci o tym niezwykłym miejscu. Dwór i należace do niego obiekty przez dziesiątki lat rządów PRL zostały doszczętnie rozrabowane oraz zniszczone przebudową i rozbiórką. Pragniemy dokonać rewitalizacji tego miejsca i uczynić go lokalnym centrum kulturotwórczym i turystycznym, poprzez stworzenie na terenie obiektu Muzeum oraz obiektu hotelowego.
Jest to opowieść o czasach dawnych i tych współczesnych, o naszych zmaganiach z materią, zarówno zabytkową, jak i tą żywą, o stosunkach z urzędami i sąsiadami. Jest to blog o życiu, do którego serdecznie Was zapraszamy.

piątek, 13 grudnia 2013

Dzieje Dworu i historia rodziny Feill.

Najstarszym protoplastą, o którym rodzina zachowała pamięć, był Johann Feill. Był to obywatel francuski niemieckiego pochodzenia, który posiadał dobra w Lotaryngii. Podczas rewolucji francuskiej, w 1790 roku spieniężył swój majątek i wyemigrował do Austrii. Tam zakupił browar pod Wiedniem w miejscowości Wiener Neudorf, który prowadził z żoną Barbarą. Z ich związku urodził się syn Rudolf, który przejął rodzinny interes. Rudolf ożenił się z Polką Anną Józefą Olszańską, córką uczestnika powstania listopadowego, który po klęsce w 1831 roku utracił majątek na Śląsku i ratował się ucieczką do Wiednia. Rudolfowi i Annie urodziło się 4 synów: Rudolf, Antoni, Aleksander i Jan oraz 5 córek: Katarzyna, Maria, Barbara, Emilia i Ernestyna. Anna bardzo tęskniła do swojej ojczystej ziemi. Po śmierci  Jonanna, około 1850 roku, Rudolf z Anną oraz z dziećmi udali się do Małopolski, gdzie w okolicach Wieliczki nabyli klucz majątków ziemskich należących przed rabacją do rodziny Lubomirskich. Po śmierci Rudolfa majątek został podzielony pomiędzy trzech braci. W Zręczycach osiedlił się Aleksander, Zagorzany przejął Rudolf zaś Wola Zręczycka przypadła w udziale Antoniemu. Jan, który pozostał w Wiedniu, oraz wszystkie dziewczęta zostali wywianowani gotówką.

Z mapy znajdującej się w Archiwum Narodowym wynika, iż Antoni zasiedlił dwór istniejący na obecnym miejscu zanim rodzina Feillów sprowadziła się do Małopolski. W rodzinie zachowała się pamięć o tym, że obiekt ten był bardzo stary. Nigdy nie wspominano, by protoplasta wolańskiej gałęzi Feillów- Antoni wzniósł go na surowym korzeniu.

Majątek na Woli oparty był przede wszystkim na gospodarce leśnej. Należał do niego dwór wraz z zabudowaniami gospodarczymi, 30 ha gruntów ornych oraz 150 ha lasu.

Antoni, który osiedlił się na Woli Zręczyciej, urodził się 19 sierpnia 1843 roku w Wiener Neudorf. Jego pierwszą żoną była Ludmiła Pirkl, która zmarła na Woli 24 września 1885 roku na skutek komplikacji poporodowych w wieku 39 lat. Nic nie wiadomo o dziecku, zatem prawdopodobnie i ono nie przeżyło porodu.
W roku następnym Antoni, mając lat 43, wstąpił w związek małżeński z 19 letnią Malwiną Jurzykowską urodzoną na Morawach 2 października 1867 roku, córką Franciszka Jurzykowskiego  i Justyny Grzesickiej. 

Antoni i Malwina, rok 1886

Z tego związku urodziła się piątka dzieci; synowie: Ernest, Stefan, Antoni oraz dwie córki: Malwina i Kamila. 

Antoni i Malwina Feill z czwórką dzieci

Ernest po wstąpieniu w związek małżeński osiadł na Kujawach, pozostała czwórka rodzeństwa została z rodzicami na Woli.
Antoni zmarł na grypę (zwaną hiszpanka) w 1912 roku, pozostawiając żonę Malwinę z gromadą małoletnich dzieci.
Z pozostałej na Woli czwórki rodzeństwa, jedynie Malwina Feill (córka Antoniego i Malwiny) która wyszła za mąż za Władysława Jenknera z pobliskich Zalesian, doczekała się w roku 1914 córki Ewy. Małżeństwo Antoniego ze Stefanią Bujańską- artystką malarką, nie doczekało się potomstwa. Stefania po wojnie zmarła na raka.

Ewa Jenknerówna (znana wszystkim jako Dzidzia)

W latach 30-tych XX wieku rodzinę dotknęła prawdziwa tragedia. Od uderzenia pioruna zapalił się budynek mieszkalny. Z relacji babci (Ewy Jenknerówny ze zdjęcia powyżej) wiemy, iż otynkowany budynek ogień trawił na tyle wolno, że uratował się cały dobytek mieszkańców. Natychmiast przystąpiono do odbudowy Dworu. Zajął się tym mąż Malwiny inż. Władysław Jenkner wraz z inż. M.Bukowskim. 

Władysław Jenkner w mundurze armii austro-węgierskiej...

i po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w mundurze Wojska Polskiego

Obecny, zewnętrzny kształt budynku (bez dorobionych w czasach PRL-u mansard bocznych) zawdzięczamy projektowi inż. Władysława Jenknera. Wnetrze, w tym okazała, przepiękna klatka schodowa, zaprojektowane zostało przez słynnego polskiego architekta i konserwatora zabytków Marcina Bukowskiego. 


Projekt oryginalny

Wnętrze Dworu zostało tak przebudowane (zdewastowane) w czasach współczesnych, że trudno dopatrzeć się tam oryginalnego zamiaru. Najbardziej żal klatki schodowej, z której pozostał jedynie fragment przypadkowo zlepionych elementów.

Wygląd obecny szczątkowo zachowanej klatki schodowej.
Zwróćcie uwagę na słup, który stoi na przejściu.
I jeszcze te drzwi paździerzowe.

Jedyne, co możemy zrobić, aby zadośćuczynić tej dewastacji, to obiecać sobie i czytelnikom, że odnajdziemy w archiwach osobę personalnie odpowiedzialną za ową "przebudowę" i wymienimy ją z imienia i z nazwiska.
Przedwojenni mieszkańcy dworu, mając okazję wejść do wnętrza w latach 80-tych XX wieku orzekli, że wewnątrz nie rozpoznają swojego domu.

Malwina, wdowa po Antonim, wraz z czwórką swoich dzieci, doczekała we Dworze tragicznego roku 1939. Jej wnuczka Ewa (Dzidzia), ożeniona już wówczas z rotmistrzem 22 Pułku Kawalerii Zygmuntem Urbanowiczem, przebywała na wschodzie, w Brodach.

Ewa Urbanowicz Jenknerówna (Dzidzia)

W momencie wybuchu wojny, Zygmunt Urbanowicz znajdował się w Szwajcarii, dokąd kilka dni wcześniej udał się jako członek korpusu dyplomatycznego. Do Polski nie było, jak wrócić, zatem przedostał się do Francji, będąc pewnym, że kraj ten ruszy na ratunek napadniętej ojczyźnie. Kiedy Francja została zajęta przez Niemców, Zygmunt trafił do obozu jenieckiego, gdzie spędził całą wojnę. Ewa wraz z malutkim synkiem Janem udali się najpierw do rodziny męża do Lwowa, a gdy rozeszła się wieść o organizowaniu przez Rosjan wywózek Polaków na wschód, uciekła wraz z dzieckiem przez zieloną granicę na Wolę Zręczycką, do swojego domu rodzinnego.
Podczas wojny we Dworze na Woli przebywało, z mniejszymi lub większymi przerwami, siedem osób: wdowa Malwina, jej dwie córki: Malwina i Kamila, syn Stefan oraz mąż Malwiny Władysław i ich córka Ewa (Dzidzia) ze swoim małym synem Janem. Syn Antoni, który został zmobilizowany do wojska, spędził wojnę w niewoli niemieckiej.

Jan Urbanowicz wraz ze swoim psem bernardynem Reksem,
odkupionym od miejscowego Volksdeutscha.

Wojna nie okazała się tak okrutna, jak wydarzenia, które po niej nastąpiły. Na skutek przemian ustrojowych, nawet wbrew dekretowi PKWN (majątek nie spełniał kryteriów do upaństwowienia), w 1945 roku wszyscy mieszkańcy zostali wyrzuceni z domu, jak stali, a majątek uległ rabunkowi. Dwór został splądrowany, meble zostały rozkradzione, a cenny zbiór biblioteczny spłonął w wielkim ognisku przed Dworem.

Po epizodycznym pomieszkiwaniu w Krakowie, gdzie w roku 1949 umarła najstarsza Malwina, rodzina osiedliła się na przyłączonym świeżo do państwa polskiego Dolnym Śląsku. Stefan zamieszkał w Nysie, wraz z żoną, lecz jego związek nie doczekał się potomstwa. Cała pozostała część rodziny oraz mąż Ewy, który powrócił z niemieckiej niewoli z Francji, zamieszkała razem we Wrocławiu.

Rodzina nigdy nie pogodziła się z utratą majątku na Woli. Po wojnie na świat przyszło drugie dziecko Ewy (Dzidzi) i Zygmunta- córka Ewa, która zawarła związek małżeński z Edwardem Tylem. W 1972 roku na świat przyszedł ich jedyny syn- Krzysztof.

Ewa z małym Krzysztofem, wczesne lata 70-te.
Pierwsze kroki Krzysia na koniu :-)

Ewa z Krzysztofem i własnym bernardynem. Początek lat 80-tych.

Żaden z przedwojennych mieszkańców Dworu nie dożył jego zwrotu. Najmłodszy jego mieszkaniec, syn Ewy i Zygmunta -Jan Urbanowicz, zmarł we Wrocławiu pół roku wcześniej.

Decyzją rodziny opiekę nad odzyskanym Dworem wraz z przyległościami, powierzono Krzysztofowi Tylowi i jego żonie Anecie. Zamiłowanie tej pary do historii oraz opieki nad dziedzictwem kulturowym, wynikające zarówno z wykształcenia, jak i naturalnych skłonności, daje nadzieję, iż w przyszłości Dwór stanie się kulturotwórczym centrum swojego regionu i ciekawą atrakcją turystyczną.

Ciekawostki:
-piaskowcowe kolumny w doryckim stylu były tak ciężkie, że do Dworu ciągnięto je wołami.
-nazwisko rodowe pierwszej żony Antoniego- Ludmiły Pirkl znajduje się na kapliczce przy Dworze.

15 komentarzy:

  1. W końcu trafiłam tu z powrotem, skacząc jak małpa po linkach. Przede wszystkim to witam serdecznie, a przy okazji witania chciałam powiedzieć, że zamiast wziąć się ostro do pracy, siedzę i czytam kolejną notkę. To musi być cudowne - móc się tak "cofnąć" kilka pokoleń do tyłu i odnaleźć swoje korzenie. Jest się wtedy tak... hm... mocno osadzonym w rzeczywistości. Sama nie wiem w jakie słowa to ubrać. Opowieść piękna, choć przyznam, że wciąż boli mnie przeczytanie o spalonych książkach. Tylko dla prostaka to zwykła bezwartościowa makulatura, a nie bezcenny ślad przeszłości. Podobnie, zresztą, jak Wasz dwór. Mam nadzieję, że szybko przywrócicie mu dawną świetność i że wciąż pełno w nim historii, którą inni mogą poznać.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ciepłe słowa. Dawnej świetności niestety nic już nie wróci. Jedyne, co możemy zrobić, to ocalić od zapomnienia te okruchy, które zostały: fotografie, dokumenty, pamięć rodziny.
      Ogromnie żałujemy, że nie dysponujemy fotografiami wnętrz z epoki świetności Dworu, ale zrobimy co się da i co serce nam w tym względzie podyktuje. Pozdrawiam ciepło :-)

      Usuń
  2. Trzymam za Was kciuki.Zawsze uważałam,że prawo powinno stać po stronie byłych właścicieli i obecne korowody prawne związane z unieważnianiem dekretu o reformie rolnej, a dopiero później dochodzenie zwrotu lub odszkodowania, to cyrk na kółkach. Ale ostatnio stanęłam, a raczej zostałam postawiona, po drugiej stronie barykady. Tak się złożyło, że mąż jest współwłaścicielem działki w miejscowości uzdrowiskowej na Podkarpaciu.Byli właściciele walczą o swoje, czyli pałac z parkiem i przyległymi terenami we wsi oraz o ... prawie całe uzdrowisko.W tej swojej walce powołują się oni, a raczej bardzo znana kancelaria z Warszawy, na zapisy w księgach wieczystych z czasów, kiedy należało do nich wszystko.Późniejszych ksiąg nie ma, bo zaginęły w czasie wojny. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt,że jeden z potomków( i jednocześnie strona w tymże postępowaniu przed wojewodą tymczasem) napisał historię swojej rodziny i dokładnie też opisał, czego pozbyli się tuż przed II wojną światową z powodu kłopotów finansowych. Tym sposobem, a także dzięki opowieściom "z pokolenie na pokolenie" udało nam się ustalić, że już przed wojną nasza parcela nie należała do hrabiów. Dzięki mojemu uporowi udało się też odgrzebać tzw. lwh, czyli księgę dawną, w której to było udokumentowane.Ale niesmak pozostaje i pojawia się pytanie, ile jeszcze takich przekręconych roszczeń znajduje się wśród wymienionych przez tę hrabiowską rodzinkę? Czy tak trudno ustalić stan posiadania, skoro krewniak w literaturze to utrwalił, pisząc nawet, ile potomkowie dostali tytułem zapłaty?
    Życzę Wam powodzenia i do poczytania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawa historia, na pewno podniosła Wam trochę ciśnienie. Na całe szczęście dla obecnych właścicieli domów, działek i parceli, które po wojnie zostały zrabowane prawowitym właścicielom, mamy takie prawo, że nikt obecnego właściciela z domu wygonić nie może, ani z własnej ziemi wywłaszczyć. Skoro macie akt własności, nawet gdyby ten teren należał do hrabiego przed wojną, nikt nie ma prawa Wam go odebrać. Hrabia mógłby jedynie walczyć o odszkodowanie, ale nie od Was, tylko od państwa polskiego. Dokładnie w takiej sytuacji są nasi sąsiedzi, których przodkowie po wojnie dostali od państwa dworskie grunty. Na tych gruntach obecni sąsiedzi gospodarzą oraz wybudowali sobie domy. Nikt im tego odbierał nie będzie, ale będziemy starali się od państwa o odszkodowania za bezprawnie zagrabione grunty i las. Majątek posiadał 30 ha ziemi, fizycznie udało się odzyskać tylko 5 ha. O odszkodowania za resztę będziemy walczyć, jednak nasi sąsiedzi mogą spać spokojnie, bo nikt ich z ich własności nie wywłaszczy.
      Dwór i 5 ha mogliśmy odzyskać tylko dlatego, że Politechnika go od państwa nie kupiła, ale dostała za darmo. Gdyby zapłacili do kasy państwa choćby symboliczną złotówkę, nie mielibyśmy żadnych możliwości odzyskania własności w naturze, a jedynie moglibyśmy walczyć o odszkodowanie. Tak to działa.
      Zatem tak, czy siak, prywatny właściciel byłych dworskich, pałacowych czy innych zrabowanych przedwojennym właścicielom włości, nie ma się czego bać i może spać spokojnie.
      Pozdrawiam sercecznie :-)

      Usuń
    2. Cholera człowieka bierze za takie kanty i rozbój w biały dzień. Cóż, takie były czasy, przeklęte czasy powojenne, które tyle krzywdy narobiły ludziom. Walczcie, nie ma co odpuszczać.

      Usuń
    3. Jasne że nie będziemy odpuszczać, choćby dla zasady i poczucia elementarnej sprawiedliwości.

      Usuń
  3. Niesamowicie dokładnie macie udokumentowane dzieje rodziny, ja żałuję, że niestety nie sięgam tak daleko w czasie w historię mojej rodziny. A też mogłaby być bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mielibyśmy jeszcze więcej materiału, gdyby udało nam się dotrzeć do teczki Dominium Zręczyce w Archiwum Narodowym w Krakowie. Wiosną spróbujemy jeszcze raz ponękać archiwistów o te dokumenty.

      Usuń
  4. Anetko, zaczytałam się jak w ciekawej książce, kocham takie historie a fakt, że Was poznalismy osobiście , sprawił, że wzruszyłam się czytając te dzieje.
    Życzymy Wam z całego serca, żeby wszystko co sobie zaplanowaliście , zgodnie z tymi planami się ziściło. Pewnie nie będzie łatwo, ale jak dotąd nie poznaliśmy nikogo tak walecznego w słusznych sprawach a jednocześnie działającego z takim szacunkiem dla innych i wyczuciem, bezkompromisowo, ale taktownie.
    Działajcie dalej i raczcie nas nadal tak fascynujacymi historiami . Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy. Oczywiście, gdyby było łatwo, nie byłoby tak ekscytująco :-)

      Usuń
  5. Mam pytanie do autorki tekstu. Moim zdaniem jest Pani wnuczką brata Rudolfa Feilla. Moja mama Maria urodzona w Szczyrzycu w 1911 roku była córką Rudolfa Feilla, który był wówczas leśniczym w dobrach Cystersów. Mam jego zdjęcie. Byłem u Cystersów, obejrzeć akt chrztu mojej mamy, która umarła w 1979 roku. Niestety niewiele wiem o moim dziadku Rudolfie i jego żonie Agnieszce, czyli mojej babci. Czy mógłbym prosić o pomoc w tym zakresie? Roman Redelbach. Mój adres mailowy: r_redelbach@wp.pl
    Bardzo proszę o kontakt.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba się pomyliłem. Jest Pani raczej prawnuczką Antoniego Feilla. Jeżeli jednak starszym bratem Antoniego był mój dziadek Rudolf, to ile lat musiał mieć w 1911 roku, gdy urodziła się moja Mama? Mógłbym prosić o jakąś pomoc? Roman Redelbach (61lat).

    OdpowiedzUsuń
  7. Dodam jeszcze, że mam kilka zdjęć rodzinnych Feillów, którymi mogę się podzielić.
    Roman Redelbach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi, ale spędzaliśmy 2 tygodnie we Dworze na Woli, a tam nie mamy jeszcze internetu.
      Potomkiem rodziny Feill jest mój mąż, nie ja. Ja tylko jestem tu skromnym kronikarzem rodziny męża :-) Niebawem odezwę się do Pana na podany e-mail.

      Usuń
  8. Zycze wytrwalosci i dociagniecia to wymarzonego celu! Nie moge ie pogodzic z faktem ze ludzie byli tak ot poprostu wyrzuceni ze swoich dobr i to po wojnie gdzie wszystkie kraje cieszyly sie zwyciestwem i koncem wojny u sa byl nadal placz i poniewieranie czlowieka, na cale szczecie czasy sie troszke zmienily i mozna doczekac sie sparwiedliwosci (oczywiscie nie w calym tego slowa znaczeniu), coz mam nadzieje ze nasza Polska stanie sie silnym i madrze rzadzacym krejem w przyszlosci i juz nie bedziemy musieli wiecej uciekac za granice..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy miły komentarz :-)