15 maja 2013 roku, decyzją NSA, po blisko 25-letnich staraniach i walkach w sądach, bezprawnie zrabowany w 1945 roku Dwór na Woli Zręczyckiej pod Krakowem, został przekazany z powrotem rodzinie-spadkobiercom jego budowniczych i dawnych właścicieli.
Tego dnia postanowiliśmy porzucić całe swoje dotychczasowe życie i poświęcić się przywróceniu i zachowaniu pamięci o tym niezwykłym miejscu. Dwór i należace do niego obiekty przez dziesiątki lat rządów PRL zostały doszczętnie rozrabowane oraz zniszczone przebudową i rozbiórką. Pragniemy dokonać rewitalizacji tego miejsca i uczynić go lokalnym centrum kulturotwórczym i turystycznym, poprzez stworzenie na terenie obiektu Muzeum oraz obiektu hotelowego.
Jest to opowieść o czasach dawnych i tych współczesnych, o naszych zmaganiach z materią, zarówno zabytkową, jak i tą żywą, o stosunkach z urzędami i sąsiadami. Jest to blog o życiu, do którego serdecznie Was zapraszamy.

sobota, 15 listopada 2014

Ludzie bezdomni i ich mokre sny.

I słowo ciałem się stało. Wybaczcie biblijną inwokację, ale  okazja jest ku temu wielka i zaprawdę godna. Podpisaliśmy wreszcie akt notarialny sprzedaży domu w Zapuście, co uczyniło nas ludźmi chwilowo bezdomnymi, gdyż już u siebie nie mieszkamy, a z drugiej strony jeszcze u siebie, czyli we Dworze Feillów, nie mieszkamy. Jeśli z dnia na dzień stajesz się osobą bezdomną, to nie pozostaje nic innego, jak urżnąć się na tę okoliczność, co też uczyniliśmy przy pomocy jakiegoś lidlowskiego Bordeaux. To, że dziś nie zdradzamy objawów „dnia następnego” świadczy, że wino nie było zbyt kiepskiej jakości.

Ostatni rok był dla nas dosyć trudny i stresujący. Jeśli nałożyć na to moje stałe genetyczne lęki i wrodzony pesymizm, powstaje mieszanka wybuchowa, która skumulowała się w dniu podpisania aktu notarialnego. W tym celu udaliśmy się do Wrocławia, przy okazji zahaczając o mieszkanie moich rodziców, gdzie oczekiwały na nas skarby zamknięte w słoiczkach. 


Kolejny raz załamuję ręce nad samą sobą, że przetwory wożę z Wrocławia na wieś, zamiast płody wsi rozwozić po wielkim mieście. Nic to, w Małopolsce zamierzam się ogarnąć w tym temacie, bo do mamy będę już miała za daleko. Jeśli do tych skarbów dodamy wędzone szynki dostarczone przez teściów oraz własnej produkcji domowe, ostatnie w naszym życiu tuskulańskie wino, to zima naprawdę zapowiada się bajecznie.

W lekką panikę wpadłam już w czwartek wieczorem przeglądając papiery dla notariusza. Oczywiście, wszystko było w porządku, ale nie byłabym sobą, gdybym nie generowała wymyślonych problemów. Cały czas miałam z tyłu głowy pewną dziwną historię, która zdarzyła się kilkanaście lat temu, na kilka tygodni przed zakupem przez nas domu w Zapuście. Skłoniła mnie ona do refleksji nad tym, czy nasze życie determinuje przeznaczenie, czy jak twierdzi bardziej osadzony na ziemi Chłop, czysty przypadek.

Kiedy kupowaliśmy dom w Zapuście, właściciel opowiadał nam, że dom miał nabyć pewien kupiec, jeśli dobrze pamiętam, obcokrajowiec lub Polak mieszkający na obczyźnie. Mieli wszystko dogadane. Kupiec jechał podpisać akt notarialny i zginął w wypadku samochodowym. Wtedy puściłam tę informację mimo uszu, traktując ją jako opowieść apokryficzną. Nawet sobie pomyślałam, co to ludzie nie wymyślą, żeby uatrakcyjnić swoją ofertę? O tej sprawie przypomniałam sobie kilkanaście lat później. 

Tuż po wystawieniu oferty sprzedaży domu zgłosił się do nas pewien człowiek, który opowiadał, że podczas poprzedniej sprzedaży miał nasz dom w swojej ofercie, ponieważ pracował jako pośrednik nieruchomości. I opowiedział nam tę historię ponownie, gdyż ów kupiec był jego klientem.  I to naprawdę mną wstrząsnęło. Czy ten człowiek zginął, ponieważ podjął złą decyzję, a dom był dla nas przeznaczony? Oczywiście, nie warto zbyt intensywnie nad takimi sprawami myśleć, bo można zmysły postradać. Niemniej jednak, akurat tuż przed podpisaniem aktu notarialnego, które to doniosłe długo oczekiwane wydarzenie miało mieć miejsce 150 km od naszego domu, przypomniałam sobie, że nasz seat ma 22 lata, a do Wrocławia daleko i wszystko może się zdarzyć. 
Szczęście wielkie, że im więcej panikuję, tym sprawy przyjmują lepszy obrót. Nie licząc faktu, iż Chłop omal nie skasował na autostradzie jakiegoś Niemca co mu się znalazł w „martwym polu”, do Wrocławia dojechaliśmy szczęśliwie i bez niespodzianek.

We Wrocławiu jednak czyhają na mnie inne pułapki takie jak np. winda w bloku rodziców. Kiedyś, dziecięciem kilkuletnim będąc, utkwiłam w nocy na kilka godzin w takiej windzie z osobami trzecimi, których było wewnątrz zbyt dużo, w dodatku połowa z nich była pijana. Wracaliśmy od cioci z imienin. Nigdy nie zapomnę tych oparów, zachowania pijanych facetów oraz kuzyna, który mdlał z braku powietrza. Od tamtej pory przez całe dzieciństwo i młodość miałam koszmarne sny związane z windą. Wind panicznie się boję, a teraz doszedł lęk, że jak się winda zatnie, nie zdążymy do notariusza. Ja wiem, że powinnam wylądować na miękkiej kozetce u lekarza specjalisty albo przynajmniej skonsultować się z farmaceutą, lecz chwilowo nie mam do tego głowy.

Z reguły chodzę po schodach na piechotę do mieszkania rodziców, ale teraz mieliśmy zbyt dużo ciężkich słoików do załadowania do auta. Wchodzę zatem z Chłopem do windy, naciskam przycisk zero i… nagle znajduję się w jednym z moich najgorszych windowych koszmarów. Ta piekielna machina nie jedzie w dół, tylko pokazuje kierunek do góry. Na wyświetlaczu wyświetla  się cyfra 11. Znam ten sen i zaraz go opowiem. Robię się mokra od zimnego potu i zielenieję. Na piętrze jedenastym otwierają się drzwi i wsiada mężczyzna, jakby znany mi sprzed kilkunastu lat, z czasów kiedy tu mieszkałam. Widzi moją zieloną twarz, więc pyta:

-Co, chcieliście jechać na parter i was ściągnęło do góry?
-Tak się właśnie stało- odpowiadam nerwowo chichocząc, by ukryć swój stan bliski omdlenia.
-To się czasem zdarza, jak ktoś na górze naciśnie przycisk przed tym, co jest w windzie.
-No tak, tylko wie pan, ja mam takie koszmarne sny- zaczynam się tłumaczyć ze swojego stanu cały czas nerwowo chichocząc. – Wsiadam do windy, naciskam parter, winda jedzie do góry i się nie zatrzymuje. Przebija dach i leci w niebo. A ja siedzę w tej windzie, jak w jakiejs klatce.
-A to ładny sen.
-Oj, nie wiem, budzę się cała mokra.

Winda dotarła na parter, pożegnaliśmy rozbawionego sąsiada, zapakowaliśmy słoiki do auta i ruszyliśmy do notariusza.

-Powiedz mi- zagaił Chłop z miną lekko rozbawioną, a lekko jakby zaintrygowaną i zaniepokojoną- Dlaczego ty obcemu facetowi w windzie opowiadasz o swoich erotycznych snach?
-Coooooo? Jakich na miłość boską erotycznych snach?! To jest mój koszmar!!! Co ci w ogóle przyszło do głowy, że jest to erotyczny sen???!!!
-No jak to, przecież mówiłaś, że budzisz się mokra?!



"Welcome to my nightmare"-Alice Cooper

Jeśli chodzi o naszych nabywców to powiem tyle, że są to ludzie z gatunku tych, którzy nawet jeśli porywają się z motyką na słońce, to owo słońce radośnie skopią i posadzą na nim zagon kartofli :-)

25 komentarzy:

  1. Brak komentarza również jest formą komentarza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że po prostu słów Ci zabrakło, he he... :-)

      Usuń
  2. Sądząc po komentarzu sąsiada , chyba nie tylko Chłop zinterpretował Twój sen w ten sposób ;) Meżczyźni ... hihihi ;) Super, że sprawy domowo -przepowadzkowe porzybrały wreszcie konkretny obrót, bo taki stan zawieszenia chyba najgorszy ze wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, może wreszcie się ogarnę blogowo, bo autentycznie się zacięłam :-(

      Usuń
  3. Genetyczne i lęki i wrodzony pesymizm - skąd ja to tak dobrze znam? :))
    Na 11 piętro przeprowadziłam się z parteru - ale temat spadającej windy oswoiłam siłą woli, przezwyciężając powyższe.
    Serdeczności i gratulacje z powodu rozwojowej bądź co bądź bezdomności, Beata z Wystarczająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie na 11-ste też bym zapychała piechotą wmawiając sobie, że czynię to dla zdrowia i kondycji :-)

      Usuń
    2. Musiałabym mieć kondycję nie lada - bo 3 razy dziennie z psem 10 kg. na rękach - suczka jest bardzo chora. Ja nie mam lęku wysokości - uwielbiam latanie małymi samolotami, ale winda , to takie pudełko na sznurku, więc jeżdżę, ale wolałabym mieszkać na I piętrze. Pozdrawiam, B

      Usuń
  4. Oooooo gratulacje ze znalezienia nabywcy. No to teraz bedzie juz wiecej notek z postepu prac w nowym miejscu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się, choć takie prawdziwe porządne prace rozpoczną się wraz z wiosną. Zima nie jest w Polsce najlepszą porą na generalne remonty. Ale od wiosny będzie się działo naprawdę bardzo dużo. Ruszymy pełną parą, bo jeden sezon już został zmarnowany. Mam ambicje doprowadzić dwór do przyjmowania gości poświęcając tylko jeden, następny rok. Na pewno będę dokumentować na blogu nasze zmagania (te pozwolenia koserwatorskie, he he :-)

      Usuń
  5. Nareszcie Riannon! Teraz tylko pożegnać stare i przywitać nowe - trochę Wam zazdraszczam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię takie wyzwania, dlatego naprawdę jestem szczęśliwa. Ludzie powinni raz na jakiś czas odmienić swoje życie i zacząć żyć od nowa. Przynajmniej ja tego potrzebuję.

      Usuń
  6. Riannon, toz to, jak w Ferdynandzie Wspanialym! ten sen! Zawsze mu zazdroscilam, tej pzrejazdzki;) Ale wiesz co, tez czesto , wmoim bloku wchodzilam po schodach,a le to jest juz inna historia.
    Co to ja..aaa ! Chcialam Wam pogratulowac! Sprzedazy w ogole i ze ludzie fajni sie zajma , tym w co wlozyliscie tyle serca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja mam potężny lęk wysokości! Nie pamiętam tej bajki, ale możliwe, że utkwiła mi w podświadomości i może to ona wywołała te koszmary?

      Dziekuję, rzeczywiście, warto było poczekać ten rok na porządnych, konkretnych, a przede wszyskim normalnych ludzi :-)

      Usuń
  7. Riannon i Chłopie!
    Gratulacje. Fajnie jest być TAKIM bezdomnym.:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję chwilowej bezdomności! Wszak to stan przejściowy, konieczny na drodze do doprowadzenia do świetności Waszego nowego miejsca.
    Taki koszmar senny też miewałam... i od razu przypomniał mi się Ferdynand Wspaniały, tylko że ja mu wcale nie zazdrościłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Riannon, kochana, tak się cieszę, że wreszcie się udało i że ludzie fajni!!! Zostawiacie wasz stary dom w dobrych rękach i możecie ze spokojną głową zaczynać na swoim. I to niedaleko mnie:))) Ja też nie lubię wind...
    Proszę cię o wybaczenie mojego długiego milczenia, były duże zmartwienia z psem. Napiszę już niedługo:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też w rozjazdach, stąd przerwy w blogowaniu, komentarzach :-)

      Usuń
  10. Bezdomność - to nowe doświadczenie w Waszym życiu:) Dobrze, że z własnego wyboru, kontrolowane i krótkotrwałe. Cieszę się ogromnie i gratuluję. Nowi właściciele będą szczęśliwi w Zapuście, a Wy wreszcie spełnicie marzenia związane z Wolą. Zmiany są w życiu wskazane i potrzebne, napędzają, zmuszają do działania. Zatem żegnaj stare, witaj nowe.
    Pozdrówka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Teraz się dopiero zacznie :-)

      Usuń
  11. Kochani! Przede wszystkim gratuluje Wam, sprzedazy Zapusty. Chociaz pewnie trudno bedzie Wam sie rozstac, kawal zycia, serca i pracy wlozyliscie w ten dom.
    Czekam na relacje z Dworku - serdecznosci przesylam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za kibicowanie. Oczywiście, że trudno się żegnać z tamtym miejscem, ale będziemy mieli go zawsze w sercu. Spędziliśmy tam najpiękniejsze lata swojego życia. Mamy nadzieję, że na Woli te lata będą jeszcze piękniejsze. Bo tak naprawdę, to nie miejsce się liczy, ale to, z kim idzie się przez życie.

      Usuń
  12. Mnie kiedyś też się takie sny przydarzały ;) O dziwo, nie bałam się, tylko, jak "Ferdynand Wspaniały" patrzyłam na rozpościerającą się pode mną okolicę, bowiem ściany otrzymały wielkie, panoramiczne okna :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy miły komentarz :-)