15 maja 2013 roku, decyzją NSA, po blisko 25-letnich staraniach i walkach w sądach, bezprawnie zrabowany w 1945 roku Dwór na Woli Zręczyckiej pod Krakowem, został przekazany z powrotem rodzinie-spadkobiercom jego budowniczych i dawnych właścicieli.
Tego dnia postanowiliśmy porzucić całe swoje dotychczasowe życie i poświęcić się przywróceniu i zachowaniu pamięci o tym niezwykłym miejscu. Dwór i należace do niego obiekty przez dziesiątki lat rządów PRL zostały doszczętnie rozrabowane oraz zniszczone przebudową i rozbiórką. Pragniemy dokonać rewitalizacji tego miejsca i uczynić go lokalnym centrum kulturotwórczym i turystycznym, poprzez stworzenie na terenie obiektu Muzeum oraz obiektu hotelowego.
Jest to opowieść o czasach dawnych i tych współczesnych, o naszych zmaganiach z materią, zarówno zabytkową, jak i tą żywą, o stosunkach z urzędami i sąsiadami. Jest to blog o życiu, do którego serdecznie Was zapraszamy.

czwartek, 12 czerwca 2014

Sprawy przyjmują zły obrót, czyli jak nie sprzedaliśmy domu.

Z Woli wracaliśmy w świetnych humorach (nie zapomnieliśmy zabrać kotka :-) Miło spędziliśmy czas, trochę zajęliśmy się pracą, a trochę rozrywką. Zapomniałam wprawdzie zabrać ze sobą moje frywolitkowe robótki, ale miałam gitarę i sobie na niej grałam. Po pobycie w Prowansji, kiedy świetnie bawiliśmy się tam przy gitarze, postanowiłam przepisać mój stary śpiewnik, by nie czuć zażenowania z powodu obecności w nim infantylnych piosenek z wczesnej podstawówki. Być może poważnie powrócę do grania, postaram się też wkręcić do jakiegoś regionalnego zespołu. Tak bardzo brakuje mi muzyki, że mogę śpiewać i ludowe, byle prezentowały jakiś przyzwoity poziom.


Wracając do domu, głowę mieliśmy nabitą nowymi pomysłami i marzeniami. Na dniach nabywcy naszego domu-Asia i Kuba- mieli sfinalizować sprzedaż swojej nieruchomości, która miała sfinansować przez nich zakup naszego domu w Zapuście. Minęło pół roku, odkąd Kuba poprosił mnie o przytrzymanie dla nich domu, sprawy się komplikowały, przedłużały, wreszcie to miało się pozytywnie zakończyć. Po cichu myśleliśmy, że lada dzień wrócimy do Dworu, może nawet za dwa tygodnie z pierwszym transportem rzeczy?
Tymczasem wszystko się rypło...

Ale zacznijmy od początku. Kiedy Kuba z Asią 1 grudnia zdecydowali się na zakup naszego domu byliśmy szczęśliwi. Zbyt szczęśliwi. W przypływie entuzjazmu pochopnie zaproponowałam im, żeby traktowali dom, jak swój i przyjeżdżali do niego jak do siebie. W końcu umówiliśmy się, że przy następnej wizycie zostanie zapłacona zaliczka, zatem te grosze za pobyt nie mają żadnego znaczenia. Wycofałam dom ze sprzedaży, zawiesiłam agroturystykę, by nabywcy mieli swobodę w terminach przyjazdów, przygotowałam im pokój, gdzie mogli przechować swoje zwożone rzeczy. Kuba z Asią przyjechali do nas na Sylwestra by spędzić w domu cały tydzień. Przywieźli pudła z rzeczami, które zdeponowali w przygotowanym pokoju. Spędzili miło z nami czas, przez cały pobyt nie wspomnieli o sprawach finansowych. Niestety, na koniec nie wspomnieli też o rozliczeniu się za pobyt, a mnie było głupio domagać się tego, skoro otwarłam dla nich serce i swój dom. Zamiast o finansach wysłuchiwaliśmy więc opowieści „gwiazdora wieczoru” o jego kontaktach w świecie artystów i polityków (jakby to robiło na kimś jakieś wrażenie) oraz o przodkach noblistach, niejakich Fajansach. Bardzo to było sympatyczne, ale jakoś nie na temat. Atmosferę psuło mnie i Krzysiowi chamskie zachowanie Kuby względem Asi. Poniżał ją publicznie, nie dopuszczał do głosu, robił przytyki, jak pięcioletniemu dziecku (dosłownie w stylu „nie garb się”) Asia milczała, a my nie wiedzieliśmy, gdzie podziać oczy. Cóż, cudze relacje nie są naszą sprawą i nie mamy prawa się w nie wtrącać. Niemniej jednak gdy zostawaliśmy sami, nie mogliśmy się powstrzymać od komentarzy takiego zachowania, które było dla nas absolutnie nieakceptowalne.

Podczas tych wspólnych wieczorów, oglądaliśmy też niestety wątpliwej jakości wyuzdane fotografie autorstwa Kuby nagich modelek przyobleczonych w konopne sznurki, a sytuacja niejako zmusiła nas, by uznać te dzieła za sztukę. Nie byłabym teraz taka złośliwa, gdyby nie fakt, że cała ta sprawa kupna domu, była jedną wielką manipulacją obliczoną na oszukanie nas.

Ostatniego wspólnie spędzonego wieczoru sama podjęłam temat zaliczki. Umówiliśmy się, że czekamy do 1 marca, wówczas odnawiam ogłoszenia o sprzedaży domu, jeśli nie ogarną się finansowo do tej pory. Nie ogarnęli się. Przyjechali na ferie, potem na Święta Wielkanocne. Mimo upływu terminu trzymałam dom dla nich. Podczas ich pobytu w okolicach świąt miało dojść do wpłaty pierwszej raty i do zawarcia umowy przedwstępnej. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, aby zaproponować nam 10 % kwoty za dom, a resztę w niewiadomym czasie? Próbowaliśmy ustalić chociaż jakieś terminy spłaty rat, ale osiągnęliśmy jedynie to, że Kuba stracił klasę (o ile kiedykolwiek ją posiadał) i zaczął się denerwować wylewając swoją frustrację na mnie. To było też bardzo wymowne, że pokrzykiwał na mnie, nie na Krzysia, który siedział obok i był równie zaangażowany, jeśli nie bardziej, jako właściciel domu, jak ja. Biorąc pod uwagę jego zachowanie względem Asi, ten emocjonalny sadysta postanowił uderzyć we mnie. Zarzucił mi nieuczciwość i chęć oszukania ich. Mnie, która od grudnia otwarła do ich dyspozycji dom i cierpliwie czekała na sfinalizowanie sprawy. 
Nie życzę sobie pokrzykiwania na mnie w moim własnym jeszcze domu, zatem dłużna Kubie nie byłam, choć mocno się powstrzymywałam. Mimo wszystko byli gośćmi w moich progach. I oczywiście nadal miałam nadzieję na pozytywne sfinalizowanie sprawy. Dziś jednak żałuję, że nie powiedziałam mu wszystkiego tego, co powinien o sobie wiedzieć. Jakim okazał się podłym krętaczem.

W sumie taki mógłby być koniec tej smutnej historii, mogliśmy w tym momencie rozstać się bez większych urazów. Cóż, nie wyszło, interesy się nie udały, takie życie, do widzenia, do widzenia. Trudno, straciłam czas i pieniądze, ale na drugi raz nie będę już taka naiwna.

Kuba jednak postanowił brnąć w swoje krętactwo dalej i to już był chwyt poniżej pasa. Kiedy pakowaliśmy się na Wolę (oni mieli zostać, przy okazji popilnować domu) okazało się, że znalazł innego kupca na swoją nieruchomość (tak z dnia na dzień) i że będzie miał za dwa tygodnie dla nas całą kwotę. Pół biedy, jak krętactwo nie wychodzi poza ściany jednego domu. Nie, Kuba zamówił ludzi do remontu i koszenia sadu, bo za dwa tygodnie będzie właścicielem. Nie uwierzyłam mu, ale nie mogłam też mieć pewności, że rzeczywiście stał się jakiś cud. Wyjechaliśmy na Wolę, a tymczasem…

Codziennie byliśmy w kontakcie i codziennie słyszeliśmy o postępie sprzedaży jego nieruchomości, co miało chyba poprawić nasze samopoczucie. Owszem, poprawiło, przygotowywaliśmy się na rychłą przeprowadzkę i załatwienie ważnych urzędowych spraw. Tymczasem Kuba z Asią, po przyjęciu jakichś swoich gości na długi weekend, spakowali swoje wszystkie rzeczy, które wcześniej przywieźli, zostawili w pokoju jakieś śmieci, żeby objętość się optycznie zgadzała i zniknęli jeszcze przed naszym powrotem. Co ciekawe, po zniknięciu nadal brnęli w swoje kłamstwo o rzekomej sprzedaży nieruchomości. Jeszcze w dzień owej „sprzedaży” czatowałam z Asią na facebooku, gdzie opowiadała mi o tym, jakie ma plany w ogrodzie odnośnie malin, ćwir, ćwir ćwir...
Nagle ucichli. Prawdopodobnie zorientowali się, że dłużej tej sprawy nie da się pociągnąć. Kuba zachował się jak prawdziwy rasowy tchórz. Zamiast sam zadzwonić i poinformować Krzysia o swoim krętactwie, wysłużył się kolejny raz Asią, która zapłakana zadzwoniła i poinformowała, że nie mogą nabyć naszego domu, bo ich na to nie stać.
Ręce nam opadły. Kiedy po kilku dniach doszłam do siebie, wystawiłam im rachunek za pobyty, który uiścili i tylko dlatego ów znany warszawski fotograf nie występuje w moim wpisie pod swoim rodowym nazwiskiem.

Długo się zastanawiałam, czy warto opisać tę historię, a przynajmniej, czy zrobić to teraz, czy po sprzedaży domu. Z jednej strony obawiałam się, że potencjalni klienci mogliby się przestraszyć, że jeśli coś pójdzie nie tak, zostaną przeze mnie opisani (nie zostaną), z drugiej jednak strony ta sprawa nadal leży mi głęboko na sercu i nadal tę historię przeżywam. Wielu z moich znajomych, którzy wiedzieli, że na bank miałam już świetnych klientów i innych nie szukam, pyta co się stało i domaga się szczegółów. Z trzeciej strony chciałabym, by była to przestroga dla innych sprzedających swoje nieruchomości. Do tego wpisu trochę natchnęła mnie historia właścicieli Górnej Chaty. Była nieco inna, ale również wiązała się ze sprzedażą ukochanego domu i przyjaźnią z przyszłymi nabywcami. Gdybym przeczytała tę ich historię pół roku wcześniej, być może nie wykazałabym się taką naiwnością.

Nigdy nie piszę na blogach o osobach trzecich, gościach, czy normalnych klientach, nawet jeśli interesy między nami nie wychodzą. Ewentualni potencjalni nabywcy naszego domu nie mają się czego obawiać, że zostaną bohaterami wpisu jeśli mają uczciwe zamiary. To, że interesy mogą nie wyjść, że bank nie udzieli kredytu jest sprawą normalną. Nie mam jednak litości dla oszustów i krętaczy. Nie obchodzą mnie relacje międzyludzkie oraz wszelkie patologie jeśli nie uderzają bezpośrednio we mnie. Jestem naprawdę osobą tolerancyjną, póki coś nie zagraża mojemu bezpieczeństwu. W tym wypadku byliśmy zagrożeni. Prawdopodobnie Kuba zamierzał za te 10 % ceny wprowadzić się do naszego domu i lata zwlekać z zapłatą. Sprawa skończyłaby się w sądzie, trzeba byłoby przeprowadzać eksmisję i jak mi jeszcze ktoś podpowiedział, zapewnić eksmitowanym lokal zastępczy. Jak sobie to wszystko uświadomię, to mi włosy dęba stają na glowie. 
Owszem, wykazałam się głupotą i naiwnością, ale ta historia mogła mieć bardziej dramatyczny ciąg dalszy.


Jeszcze nie pozbieraliśmy się psychicznie po tym szokującym dla nas wydarzeniu, a spotkała nas prawdziwa tragedia…
cdn...

32 komentarze:

  1. Przykro mi niebywale z powodu calej tej paskudnej historii... całe szczęście w nieszczęściu że faktycznie nie skończyło się gorzej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mogło, bo nam bardzo zależało na dokończeniu transakcji, szybkiej przeprowadzce i żeby mieć to wszystko już z głowy. Wdepnęlibyśmy w niezłe głowno.

      Usuń
  2. Czyli 10% i żadnego wprowadzenia aż cała forsa będzie na koncie.
    Jak gdzieś usłyszałem:
    Oszukać mogą nas tylko ci, którym zaufamy.
    Trzymaj się i nie daj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy mi na tym, by szybko przeprowadzić się do Dworu, zatem jeśli z nabywcami podpiszę umowę notarialną dającą mi gwarancję spłat w konkretnym terminie (ale przeniesienie własności po wpłaceniu całej kwoty) to nie widzę problemu, żeby mogli sobie zamieszkać. Będę już ostrożna po tej przygodzie i na pewno nie pozwolę drugi raz się wykorzystać.

      Usuń
    2. Nie żartuj .Wcześniej nie komentowałam tylko trzymałam kciuki. Dzisiaj jest tak - jest wycena, jest zdolność kredytowa, jest biznes-plan ( agroturystyka) jest kasa. 100%. Ty bierzesz pieniądze a nabywca ma kredyt zabezpieczony na hipotece. I to już nie jest twój problem. Inaczej się nie da.

      Usuń
  3. O rany, w głowie się nie mieści. Ludzie mają tupet... niestety. Nie, to złe słowo. Faktycznie te, których użyłaś, jak "krętacze" pasują tu dużo lepiej... Trzymajcie się. Życzę Wam solidnych nabywców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci szczerze, że wiele epitetów i złośliwych komentarzy cisnęło mi się podczas pisania tego tekstu na klawiaturę, ale wówczas zrobiłoby się niemiło. Przede wszystkim dotyczyły zachowania głównego bohatera względem jego partnerki i jej syna. To okropne wpaść w łapska takiego typka (archetyp Sinobrodego). Ich związek to nie moja sprawa, ale bardzo polubiłam Asię i jest mi jej bardzo szkoda. Za kilka lat bedzie emocjonalnym wrakiem.

      Usuń
    2. Też znam jedną taką parę. Dziewczyna ładna, miła a facet (ta para nawet trzydziestki jeszcze nie ma) traktuje ją jak... nie powiem dziecko, bo ja nawet dziecka z takim paternalizmem i brakiem życzliwości bym nie traktował. Po prostu okropnie. Że byłem tam w interesach, to musiałem tego wysłuchiwać...

      A swoją drogą 7 żonie Sinobrodego by się nic nie stało, gdyby TYLKO do tego jednego, jedynego pokoiku nie zaglądała...

      Usuń
    3. Fakt, zatem jeśli nie zajrzy, to może będą żyli długo i szczęśliwie, co daj im boże.

      Usuń
  4. Matko i córko... to się nazywa szczęście w nieszczęściu... dobrze, że nie pociągnęło się to dalej... swoją droga albo to jacyś chorzy psychicznie ludzie albo gnoje wyrachowane do granic ... Mój kolega prawnik mówił że on przy sprzedaży swojego mieszkania miał w umowie taką klauzulę ze mieszkanie przechodzi na własność nabywcy , dopiero po zapłaceniu całej kwoty a wcześniej nie ma do niej prawa czy coś w ten deseń.. on się zajmuje przestępstwami gospodarczymi więc wie co robi...więc może warto przygotować taką umowę z prawnikiem do przodu, żebyście już spokojniej mogli patrzeć na kolejnych nabywców..Nie wiem czy Wam się chce i czy to w ogóle możliwe ale moim zdaniem sprawę z powództwa cywilnego to byłoby warto im wytoczyć .. tylko nie wiem czy u nas sądy w ogóle się do tego nadają ,ale dla mnie to jest czyste chamstwo i bezczelność a przede wszystkim wymierne przestępstwo które naraziło Was na konkretne straty materialne ( w końcu nie wynajmowaliście domu i nie zarabialiście nie prowadząc agroturystyki, w dodatku nie szukaliście innych kupców ) i psychiczne ... "zapłaciliśmy rachunki za pobyt i już nie było sprawy", a "biedna zahukana małżonka" popłacze w słuchawkę telefonu i po ptokach.. obawiam się że ta parka może oszukać następne osoby...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do dziś trudno mi uwierzyć, żeby ta cała sytuacja była przez nich zaplanowana z premedytacją. Poznawszy charakter głównego negatywnego bohatera, skłaniam się ku opcji, że była to czysta improwizacja. Podeszliśmy do sprawy z sercem, a ten krętacz po prostu chciał to wykorzystać. Nie wiem, czego oczekiwał, że jesteśmy bardziej naiwni, niż jesteśmy?

      To oczywiste, że własność domu zostanie przeniesiona po spłacie całości. Nie miałabym jednak nic przeciwko, aby ktoś (uczciwy klient) zamieszkał i zaopiekował się domem już po umowie przedwstępnej, ponieważ i nam zależy, by szybko zaopiekować się Dworem.

      Usuń
  5. Cieszymy się bardzo, że napisałaś Waszą historię, to taka przestroga i pomoc dla innych by byli zawsze ostrożni, cieszymy się również że jakoś mogliśmy pomóc naszym postem, to wszystko co nas wspólnie spotkało da nam więcej siły i sprawi że następnym razem kiedy ktoś będzie tak do nas słodko ćwierkał my może nie damy się nabrać.Trzymamy za Was kciuki, wiemy że wszystko się ułoży, już niebawem będziemy sąsiadami tego się trzymajmy :) Pozdrowionka z Górnej Chaty i do zobaczenia niebawem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My i Wy okazaliśmy się bardzo łatwym celem dla tego typu ludzi, ponieważ od lat otaczamy się jedynie dobrymi emocjami. Przyjeżdżaja do nas ludzie na wypoczynek lub by nabyć psa-przyjaciela, członka rodziny. Nasz instynkt samozachowawczy jest przytępiony, ponieważ omija nas na co dzień zło tego świata.
      Żałuję mimo wszystko że nas to spotkało. Zanim wyprowadziłam się na wieś byłam zahukanym, nieufnym stworzeniem, które nie dopuszczało do siebie innych ludzi. 12 lat na wsi zmieniło mnie i "zakaziło" dobrą energią. Po tej przygodzie bardzo łatwo byłoby mi na powrót zamknąć się w sobie i przejąć zasadę dr Housa- "wszyscy kłamią". Mimo wszystko, choć z dużą dozą rezerwy, ale postaram się normalnie traktowac ludzi. Być może tak miało być i czegoś miało mnie to nauczyć. A może dzięki tej przygodzie uniknęliśmy w przyszłości większych prób przekrętów? Chyba nic nie dzieje się przypadkiem.
      Dziękujemy za pozdrowienia. Mamy nadzieję, że niedługo Was odwiedzimy, choć trochę się boję, skoro macie jeszcze bardziej ekstremalna drogę, niż Jolinka, hi hi :-)

      Usuń
  6. A ja napiszę krótko. Dom wasz byl wizytówką waszą jako hodowców.,jako gospodarstwo agroturystyczne.Kazdy kto raz miał okazje tam być podziwiał wasza prace. A wiec takie "dupki" nie moga zniszczyć dorego imienia tego pieknego zabytku.Burdel to pan fotigraf niech w warszawie zrobi bo Zapusta to miejsce relaksu i odpoczynku.Jest przykro ze was oszukał ale poniesliscie nie duze straty finansowe.O straconych nerwach juz nie mowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całkowitą rację- to jest właśnie sedno sprawy. Po prostu nie byli to ludzie, którzy zasługiwali na ten dom. Straciłam nerwy i czas, to prawda, ale wyciągnę z tego wnioski.
      Gorąco pozdrawiam :-)

      Usuń
  7. I żegnaj Kubo - dupku, dobrze, że Zapusta, że Tuskulum nie wpada w ręce takiego człowieka. A może miało tak być, aby dom zyskał dobrych ludzie i obdarował ich dobra energią, abyście Wy mieli uregulowane sprawy finansowe i pewną satysfakcję i radość, że swój raj zostawicie dobrym ludziom. Wiem, że nerwy, stres, nadszarpnięta ufność i wiara w ludzi. Będzie dobrze, wierzę w to i trzymam kciuki. Co nas nie zabije to nas wzmocni, prawda?
    Co do ich stosunków i relacji. Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Świata nie zbawisz, wszystkich nie zmienisz i im nie pomożesz. Niech każdy sobie żyje w swoim bagienku. Mamy całe szczęście wolność wyboru ludzi, z którymi się kumplujemy, przyjaźnimy, trzymamy.
    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to nie moja sprawa, może ona tak lubi być traktowana. Ja po prostu musiałam na to patrzeć, a Asię tak szczerze polubiłam. Póki tylko patrzyłam, nie była to moja bajka. Szlag mnie trafił dopiero wtedy, kiedy ten emocjonalny sadysta zaczął pogrywać sobie ze mną. Cóż, źle trafił. A ja złowiłam jeszcze jeden chory charakter na potrzeby mojej przyszłej książki, do mojej kolekcji wariatów ;-)

      Usuń
  8. Bardzo mi przykro z powodu całej tej historii, niestety opóźni to wasze plany. Ale mogło być dużo gorzej. Bardzo dobrze, że opisałaś tą historię, może będzie ostrzeżeniem dla innych. Ja jestem naiwna i chyba nie chcę tego zmieniać. Też miałam przykrą historię z pomocnikiem z polecenia. Jeszcze jej nie opisałam. Też mogło być gorzej. Też straciłam trochę pieniędzy, czasu i nerwów. Na razie nie chcę o tym myśleć. Ciekawe, bo typ, który mi zalazł za skórę też był macho, próbującym dominować psychicznie a właściwie wykańczać płeć przeciwną.
    Pozdrawiam Was serdecznie i życzę dobrych kupców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego typu faceci mają po prostu kompleks niższości, problemy z płcią przeciwną i wyżywają się na wg nich słabszych kobietach. Czasy im się pomyliły. Dziś nie wszystkie kobiety są słabsze psychicznie. Taki "macho", o którym wspominasz, to w rzeczywistości zakompleksiony mały fiutek próbujący się dowartościować.

      Usuń
  9. Uuuu... współczuję. Dobrze, że tylko tak się skończyło.
    Ale Wasz domek chce trafić w dobre ręce, na które - jak widac - musicie jednak poczekać ;]
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekamy, bo i tak nie mamy wyjścia. Z ludźmi nie ma problemu, bo chętni są. Problemy są z bankami i kredytami :-(

      Usuń
  10. O rany,ależ się u Was działo!!!
    Jestem w szoku!!!
    Trzymam za Was kciuki Anetko i z serca życzę Wam by wszystko się ułożyło :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Duzo za duzo na wasze barki.
    Ta historia , smierc Fiony..
    Dacie rade?
    Dobrze Cie rozumiem, to serce otwarte i wiara w ludzi. Potem czlowiek sam siebie pyta, czy jakies klapki na oczach mial??? Ja ciagle nie moge zapomniec .

    Zagralabym z Toba w duecie...

    "Zwykli ludzie nosza w sercach
    Wiare w milosc, czasem smutek
    W dzien powszedni, zamiast w swieta
    Otwieraja swoja dusze.."

    Razem z Lobaszewska:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Damy radę, oczywiście, że damy radę. Wierzę, że po burzy zawsze wychodzi słońce...

      Usuń
  12. Nie, no nie do wiary! Pamiętam, jacy byliście szczęśliwi, że Zapusta idzie w dobre ręce, do wyjątkowych ludzi... No i okazali się wyjątkowymi oszustami. Ech, trochę się Wam sprawy pokomplikują, ale wierzę, że nie ma tego złego... mogła się ta historia skończyć gorzej - nie mielibyście ani pieniędzy, ani domu...
    W sumie to się Wam nie dziwię, my też otworzyliśmy serce przed naszymi nabywcami, bardzo ich polubiliśmy i choć mogliśmy potem sprzedać dom drożej, to czuliśmy się związani obietnicą. Mimo, że nie zapłacili nam całej kwoty, pozwoliliśmy im mieszkać i remontować dom, a sprawy z uzyskaniem kredytu mocno im się przeciągnęły. No ale my mieliśmy podpisaną umowę przedwstępną, jakby co ;)
    Anetko, doczytałam w ostatnim komentarzu... smutno bardzo. Trzymajcie się jakoś. Przytulam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staramy się, bardzo dziekujemy za ciepłe słowa i wsparcie.

      Usuń
  13. A+A+A+ IZEREK niebieski to moja rodzina. Jako gość chętnie tu zaglądam i śledzę PANI interesujące wpisy . Pani Anetko, Panie Krzysiu -myślę, że wielkie serce włożone w ten piękny dom docenia przyszli nowi właściciele ,bo wierzę ,ze już wkrótce tacy się znajdą. Serdecznie pozdrawiam, życzę aby spełniły się wszystkie marzenia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wykazalas sie glupota, czy naiwnoscia, a wiesz dlaczego, bo Wy jestescie dobrymi, szczerymi ludzmi a taka wsza jak p. fotograf po prostu to wykorzystal.
    Wiesz, wazne jest to, ze w pore zauwazylas co sie swieci.
    Szkoda tylko waszego czasu i zaangazowania w pomoc tym ludziom, a jeszcze dodam, ze Asi nie zaluje. Riannon to jest dorosla kobieta - widocznie takie relacje jej odpowiadaja.

    Bardzo mi przykro z powodu smierci Suni, przytulam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, rzeczywiście, najbardziej szkoda właśnie mi tego czasu i zaangażowania, bo angażowaliśmy się całym sercem. Cóż, jak to mówią: jak sie ma miękkie serce, trzeba mieć twardą dupę :-(

      Usuń
  15. Po szkodzie wszyscy są mądrzy, ale jak mówi przysłowie - interesy nie karesy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy miły komentarz :-)