W niedzielę, jak na Dzień Pański przystało, udaliśmy się do
Świątyni. Świątyni Konsumpcji. Nie możemy się przyzwyczaić do wszechobecnego
tutaj tłoku panującego w dni powszednie. Jak już wcześniej wspominałam, ma to
swoje plusy, ale i minusy. Plusem zagęszczenia jest duży wybór sklepów
rozmaitej branży oraz rewelacyjne połączenia busami z Krakowem, Wieliczką,
Bochnią i Limanową. Minusem są kolejki w sklepach, od których odwykliśmy oraz
czasem brak miejsca parkingowego. Zorientowaliśmy się, że w niedzielę przed
południem mieszkańcy siedzą w kościele, a lokalna Biedronka świeci pustkami.
Można na spokojnie, bez przepychania się i bez stania w kolejce do kasy, zrobić
podstawowe zakupy.
Kiedy przejeżdżaliśmy przez sąsiednią wieś, przyciągnął moją
uwagę niezwykły, naprawdę ogromny baner, powieszony na bramie jednej z posesji. Właściciel albo
robi remont, albo się dopiero buduje. I już narobił sobie wrogów. Czyżby
spodziewał się wizyty niechcianych gości?
Po powrocie do domu wybuchła w naszym skromnym dwuosobowym
gronie dyskusja, czy jest to akt desperacji, odwagi, a może fantazji, czy jest
to objaw czystego szaleństwa podsyconego manią prześladowczą?
A co Wy o tym
sądzicie?
