15 maja 2013 roku, decyzją NSA, po blisko 25-letnich staraniach i walkach w sądach, bezprawnie zrabowany w 1945 roku Dwór na Woli Zręczyckiej pod Krakowem, został przekazany z powrotem rodzinie-spadkobiercom jego budowniczych i dawnych właścicieli.
Tego dnia postanowiliśmy porzucić całe swoje dotychczasowe życie i poświęcić się przywróceniu i zachowaniu pamięci o tym niezwykłym miejscu. Dwór i należace do niego obiekty przez dziesiątki lat rządów PRL zostały doszczętnie rozrabowane oraz zniszczone przebudową i rozbiórką. Mozolnie dokonujemy rewitalizacji tego miejsca, by uczynić go lokalnym centrum kulturotwórczym i turystycznym. Na terenie obiektu działa już Muzeum Dwór Feillów oraz agroturystyka. Klikając w zakładki, zapoznacie się z naszą ofertą.
Jest to opowieść o czasach dawnych i tych współczesnych, o naszych zmaganiach z materią, zarówno zabytkową, jak i tą żywą, o stosunkach z urzędami i sąsiadami. Jest to blog o życiu, do którego serdecznie Was zapraszamy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 marca 2016

Nie ma lekko.

Być może pamiętacie, jaką kilka miesięcy temu miałam koncepcję na urządzenie pokojów gościnnych? Kto nie pamięta, proszę, by zajrzał pod ten link. Styl miał być lekki, kontrastujący z ciężkim, muzealnym wnętrzem dworku. Pomysł taki narodził się spontanicznie i z potrzeby chwili. Musieliśmy bowiem na szybko zorganizować jakiś pokój do spania dla prywatnych gości. Im dłużej jednak się na niego patrzyłam, tym mniej mi się ten pokój podobał. Chłop najwyraźniej miał podobne odczucia. Pewnego dnia stwierdził, że jednak on by lobbował za urządzeniem pokojów gościnnych w stylu muzealnym, a niech sobie goście śpią na antykach, w domu tego nie mają. Nie trzeba było mnie długo namawiać. Filozoficznie stwierdziłam „nie ma lekko” i udałam się na długą wędrówkę po zasobach Internetu, głównie po portalu Allegro, dlatego tak dawno mnie tutaj nie było.

Wbrew pozorom, to nie jest takie proste kupić coś stylowego w rozsądnej cenie. Antyków, przepięknie wykończonych, osiągających astronomiczne kwoty jest sporo, ale znaleźć coś co nie jest jeszcze zbyt zniszczone, z którego renowacją sami damy sobie radę, w miłej dla portfela cenie, jest nie lada sztuką.

Mamy ogromne szczęście, że urządzamy się w czasach, kiedy na zachodzie Europy ludzie wyrzucają na śmietniki stylowe meble, głownie eklektyczne. Styl eklektyczny chwilowo (podkreślam, chwilowo!) jest niemodny. Korzystamy zatem z tego, ile się da, bo za kilka lat już nie będzie tak lekko z pozyskaniem tego typu wyposażenia. Jeden z dostarczycieli antyków zwierzył się nam, że lada moment dobra passa się zakończy. Do Francji, Holandii ciągną nie tylko tabuny handlarzy ze wschodniej części Europy, ale i Niemcy powoli doznają przebudzenia. Jakoś nie udało się przekonać wszystkich, że jednosezonowe bezosobowe, mdłe, fabrycznie powtarzalne meble z Ikei, to szczyt marzeń. Niektórzy tęsknią do pięknych w formie i trwałych przez całe stulecia mebli stylowych. A te, jak mawia Chłop- nie odrastają. Dzisiejsze chińskie kopie to porażka. Zarzyło się nam w przypływie desperacji zakupić stylizowaną witrynę. Stwierdziłam, że na drugi raz wolałabym eksponować muzealia na podłodze, niż kupić taką szmirę. Zaliczamy zatem i wpadki, których nie da się uniknąć przy takim przedsięwzięciu.

Ale dosyć tej filozofii, pokażę Wam jednak ten bajzel, jaki udało się nam stworzyć w wyniku zmiany paradygmatu dotyczącego charakteru przestrzeni dla gości. Mamy tak mniej więcej połowę wyposażenia i prawie żadnych dekoracji, które zostaną wprowadzone już na sam koniec urządzania wnętrz. Zostały nam jeszcze 2 miesiące do otwarcia dworku dla gości. Myślę, że jeżeli nie staną nam na drodze rzeczy obiektywne, niezależne od nas, to damy radę.


Korytarze zostały pomalowane, powolutku je urządzamy.







Do salonu zakupiliśmy 5 nowych stołów drewnianych w stanie surowym, które sama pokrywam lakierobejcą w kolorze stolarki. Producenci mebli biorą bardzo duży procent za samo wybarwienie i zabezpieczenie mebla. Zrobienie tego samemu to spora oszczędność.




Pięć gościnnych pokojów w międzyczasie również zostało pomalowanych. Na obecną chwilę są one powoli wyposażane, a zakupione meble poddawane są przez nas naprawie i estetyzacji. Pomysł, aby zadedykować pokoje kultowym kabaretom pozostał. Mamy zatem: 

1. Apartament pod Szalonym Koniem (Crazy Horse). Może jeszcze nie wygląda zbyt okazale, ale potrzebujemy jeszcze troszkę czasu.





2. Pokój pod Czerwonym Wiatrakiem (Moulin Rouge), chwilowo w rozsypce, ale będzie pięknie!




3. Pokój pod Czarnym Kotem (Le Chat Noir) zostanie zupełnie przerobiony, dekoracje zdjęliśmy, by na pierwszym planie wyeksponować te cudne łóżka.

4. Pokój pod Zielonym Balonikiem. Znaleźliśmy do niego unikatowy komplet eklektycznych mebli, gdzie autor w drewnie naśladuje bambus. Czyżby inspirował się stylem kolonialnym?



5. Pokój pod Zwinnym Królikiem (Lapin Agile) nie ma jeszcze żadnych mebli. Poszukuję do tego miejsca niezbyt dominującego kompletu, by uwydatnić dzieło naszej sąsiadki artystki- Aleksandry Popławskiej. Ola jest niezwykle utalentowaną malarką i konserwatorem zabytków. Chętnie podjęła się wymalowania obrazu na ścianie, ma też mnóstwo chęci i pomysłów na dalszą wspólpracę z nami w tym względzie. 







Obraz jest jeszcze nie dokończony, brakuje ramy, którą Ola ma zrobić w technice malarstwa iluzjonistycznego. Niestety, Ola zachorowała i na razie praca ta musi poczekać. Życzymy Oli szybkiego powrotu do zdrowia. Tymczasem sami upiększamy, głownie metodą szablonową, przyszłe gościnnne przestrzenie.


Ruszamy w połowie maja, taki jest plan i tego się trzymamy.